Forum
Autor
Wiadomość
Mimi
Gość
Dodano: 2012-07-23 15:10:44
Cytuj
Moj maz od 10 miesiecy bierze amfetamine a potem kokaine....tzn bral. Od 1,5 miesiaca nie bierze z tego co mi mowi.Pracuje za granica. Kiedy bral narkotyki kolega namowil go na sex tzw trojkacik ze swoja kochanka...potem kochanka jego kolegi poprosila go o pomoc w odejsciu od swojego kochanka na tylke skutecznie jej pomogl ze sie w nim zakochala a on w niej. Osoba ta spala z ok 30 mezczyznami majac 30 lat. Wynik rewelacyjny. Dziwie sie ze moj maz mogl byc z kims takim.Oklamywal mnie widzialam zmiany w zachowaniu ale nie sadzilam ze to narkotyki go tak zmianily. Myslalam ze w zyciu tego nie wezmie.Mamy dzieci niby teraz mowi ze zrozumial jak mnie zranil i ze chce wrocic do normalnosci bo to przeciez zycie w polswiadomosci lub calkowitej nieswiadomosci. Krzywdzil mnie a przedewszystkim siebie nie zdajac sobie z tego sprawy. Chce mu pomoc. Tylko jak??????Teraz mowi ze jak sobie przypomina co robil, ile jej naobiecywal to szok. Czy narkotyki moga tak wplywac na osobowosc ze nawet w dniu kiedy sie nie wezmie to ciagle dziala poczucie sily pewnosci siebie, pociag sexualny? jak mam pomoc mezowi???
Gość
Dodano: 2012-07-24 00:30:23
Cytuj
Idź na terapię/grupę wsparcia dla wspóluzależnionych.
Mimi
Gość
Dodano: 2012-07-27 13:31:05
Cytuj
witam a gdzie taka tterapie mozna odbyc moze macie jakies adresy?????
Gość
Dodano: 2012-07-27 23:24:52
Cytuj
Napisz, z jakiego jesteś miasta. Postaram się dać ci jakieś namiary.
Narazie możesz poszukać czegoś tutaj
Gość
Dodano: 2012-07-28 01:11:32
Cytuj
Witam błagam o pomoc mój mąż bierze amfetaminę siedział w więzieniu 4 lata twierdził że tam zaczął aby nie myśleć w lutym wyszedł i od tamtej pory bierze to świństwo non stop chce rozwodu twierdząc że nie chce być ze mną a będąc tam pisał dzwonił tęsknię i kochał a teraz jest pozbawiony jakich kolwiek uczuć ale ma przybłyski płacze w nocy ma zachwiania emocjonalne mówiąc że mnie kocha . . Nie wzrusza im moje bałaganie aby przestał mój płacz chce dla niego ja k najlepiej .Ma nadzur kuratora i leczenie w poradni aa na która nie chodzi niewiem bo mam zrobić powiedzieć o wszystkim kuratorowi to pójdzie siedzieć leczyć też się nie chce i mojej pomocy mówiąc że tak mu dobrze że i tak jest skończony dziś znów wyszedł wróci nad ranem sama przy tym już nie mam siły jest dorosły nikt na sile go nie wyciągnie z tego gowna proszę o pomoc
Gość
Dodano: 2012-07-28 11:34:09
Cytuj
To samo:
Idź na terapię/grupę wsparcia dla wspóluzależnionych.
Tam powinnaś spotkać ludzi, którzy ci pomogą.
bryant
Gość
Dodano: 2012-07-28 13:40:16
Cytuj
ćpuny, słabość... trzeba być twardym i nie dać się uzależnić... SELEKCJA NATURALNA...

życzę szczęścia wszystkim, żeby Wam się udało...
Gość
Dodano: 2012-07-29 00:50:43
Cytuj
Jeśli bierzesz i myślisz, że jesteś silny, to sam siebie robisz w trąbę.
Agnieszka
Gość
Dodano: 2012-07-31 06:47:25
Cytuj
witajcie!
mam na imie Agnieszka, niecale pol roku temu skonczylam 18 lat.
z ciekawosci szukam roznych AKTYWNYCH forum na temat narkotykow, chce pomoc- z wlasnego doswiadczenia.
pierwszy post na temat uczuc i narkotykow
powiem tak, kwestia narkotyku, jego dostepnosci, ceny i tak dalej.
pomyslicie, co ona gada, ale tak jest! juz wam tlumacze dlaczego.
cpalam z moim chlopakiem [zeby nie uzyc jego autentycznego imienia, bede poslugiwala sie imieniem Michał], (o ile moge go tak nazwac) i powiem szczerze, lubilam to i przyznawalam sie do tego zarowno w szkole jak i wsrod znajomych. oczywiscie mamie podarowalam takich informacji, nie chce by sie martwila.
cpalismy najczesciej metamfetamine, aby nikt nie mylil jej z amfetamina bo jej dzialanie znacznie sie rozni.
no i jak to z kazdym narkotykiem, bylo super! pozytywna energia, wiele rozmow, mozna sluchac i gadac cala noc, tematy sie nie koncza, sa naprawde ciekawe.
cpalam to kilkanascie, no moze troche wiecej razy.
i z biegiem czasu nawet ten moj "chlopak", zaczal uwazac ze na codzien mam rozne humory, raz dobre, a za chwile, zlosc itp.
dla sprostowania sprawy, to nie bylo takie typowe cpanie dzien w dzien, ale w tygodniu prawie zawsze.
no ale dazac do tych uczuc i zachowan...
wiadomo, ze zaawansowanie ma tu wielkie znaczenie, ale ja moge nazwac sie moze juz nie eksperymentujacym, bo wiem jak to dziala, ale i tez nie zaawansowanym. jestem na takim najgorszym etapie, czyli JAK NA RAZIE cpam kiedy chce i panuje nad tym. Wiem, kazdy narkoman tak mowi, ale ja wiem, co sie moze stac, jestem gotowa pojsc na leczenie gdyby narkotyki naprawde zaczely mi utrudniac zycie.
ale wracajac do tematu. wciagnelismy wlasnie z nim kreske i znowu zaczyna sie pozytywna gadka i w pewnym sensie on mowi: "nie zauwazylas ze po krysztale (potoczna nazwa metamfetaminy z powodu jej najczestszego stanu skupienia), jestes o wiele milsza?".
zastanowilam sie chwile nad tym co powiedzial i przyznalam racje, bo jak juz wspomnialam, jestem czlowiekiem, ktory potrafi przyznac sie do bledu itp.
Na poczatku tak jak wspomnialam, wszystko fajnie. Michal mieszkal z rodzicami, nie musial placic za wynajem domu czy mieszkania, jedzenie mial... Doslownie mowiac, siedzial i nic nie robil.
ale nastal czas, ze poklocilismy sie z jego rodzicami, ja pragnelam jakiegos porozumienia, ale w tej rodzinie chyba nigdy nie bylo to brane pod uwage. Czepiali sie Michala, ze nic nie robi, a wyzywali sie za to na mnie. Jego matka plakala, WSZYSCY klneli do tego, komu tu wierzyc?
No ale w koncu Michal znalazl prace. Ucichly klotnie na moze 2 tygodnie i znowu.
Jego rodzice nie zyczyli sobie w swoim domu mojej obecnosci. Bolalo mnie to, bo dobrze sie uczylam i zreszta ucze (w tym roku srednia ponad 4,6- jestem w technikum), staralam sie 5 miesiecy jakos ich pogodzic, a ja oberwalam najmocniej.
No wiec Michal dla mnie wyprowadzil sie z domu do mieszkania kolegi, mial byc wynajem na pol.
Zapomnialam dodac, ze byl on jedynakiem, co jest tu bardzo istotna sprawa.
Nie drogo jak dla dwoch pracujacych mezczyzn; jego wspollokator na budowlance, na tak zwana reke dostawal 2200zl, zas sam Michal kurier, na reke 2000zl jak nic.
Mieszkanie ladne (balam sie, ze to bedzie jakas kompletna brzydko mowiac melina), jego wspollokator juz bez polowy zebow, chyba nie musze mowic, dzieki czemu sie ich pozbyl, ale zachowalam to co czulam (czyli wstert, obrzydzenie itp), dla siebie gdyz nie jestem czlowiekiem, ktory potrafi i lubi ranic innych.
No, ale niby od roku tylko trawke jara- takie byly teksty. Uwierzylam, bowiem kazdemu nalezy sie druga szansa.
Dazac do tego co chce przekazac, Michala trudno bylo ujarzmic, nie pasowala mu praca- rzucal ja. i sadze ze takie podejscie mogl glownie zawdzieczac rodzicom, ktorzy pomimo tego ze mial prawie 22lata, nie pracowal, palil marihuane (o czym jego matka wiedziala- jego matka jest pedagogiem, ale oczywiscie wolala zeby palil niz wciagal cos mocniejszego), sprowadzal srednio raz w tygodniu inna, ze tak to brzydko nazwe przygodna dziewczyne, taka "na jeden raz", kolegow w srodku nocy, a oni nic. Moze tylko klotnia raz na miesiac.
No i przyszedl dzien, zostal juz tylko tydzien do pierwszej wyplaty, Michal musial zostac na nadgodziny, no fakt, 16 godzin moze byc meczace ale dawalam mu swoje wsparcie, siedzialam obok, podawalam mape, zagadywalam by szybciej lecial czas. Tego dnia, jak i co dzien, prace zaczal o 6.30 a w mieszkaniu bylismy o 2.
Budzik nastawiony na 5. 3 godziny snu troche malo, ale da sie zyc, sle dla niego, urazonego pana robiacego nadgodziny (fakt, ze ta firma byla nie fair, bowiem jesli jeden kurier nie rozwiozl, zrzucali przesylki do drugiego ktory mial 80 swoich po dosc duzym miescie (bielsko biala) plus te zazwyczaj przynajmniej 15 od tamtego. Niby pietnascie? Ktos pomysli, co to jest, ale troche odbiegajac od tematu, tamtego wieczoru zostala jedna paczka, szukalismy tego domu 2 godziny, pytalismy mieszkancow- nikt nic nie wie. Co sie potem okazalo, jakims cudem, w jednym miescie byly dwie takie same ulice, wiec moglismy sobie bladzic...
ale wracajac do tematu.. zadzwonil budzik. "Michal wstawaj", chwila, chwila.
I rzeczywiscie mial zamiar wstac, aczkolwiek ze tak powiem, doszedl do siebie, bo wiadomo, ze zaraz bo przebudzeniu zazwyczaj jest sie lekko otepialym, no i pojawil sie problem. Jego cholerne ego... "Bo ja pracowalem tyle godzin, nalezy mi sie dzien urlopu!"
Bylam spiaca wiec olalam to. Kilka dni wczesniej poznalam jego przelozonego, naprawde ok 29letni facet, wiec pomyslalam, ze zrozumie.
No ale rano, wielkie zamieszanie- Michala rzekomo szuka policja bo nie oddal wczoraj samochodu na baze (o 1 jak zjezdzalismy byla juz zamknieta), no a na drugi dzien nie poszedl do pracy.
Na szczescie to bylo tylko wyolbrrzymienie sytuacji przez jego matke, ale i tak, Michal wylecial z pracy.
Bylam wsciekla na sama siebie, ze wtedy nie zmusilam go do pojscia do pracy. On oczywiscie znalazl jakies glupie pocieszenie i wytlumacznie, (cytuje): "Juz pierwszego dnia jak tu przyszlem, odradzano mi prace tu. Moj kumpel ze wsi, pracowal tylko jeden dzien".
Nienawidzilam tych jego tlumaczen, bo nie interesowali mnie jego "kumple".
Poza tym on uwiebiam jazde samochodem, z jednej pracy- PO ZALEDWIE DWOCH PRZEPRACOWANYCH TYGODNIACH, zmienil prace na tego kuriera. Cieszyl sie, ze bedzie mogl pojezdzic za darmo i ze wg to latwa praca.
Ale niewazne.
Rzecz w tym, ze Michal nie pracuje juz tam 3 miesiace, moze minimalnie wiecej.
Do dzisiaj pracodawca nie wyplacil mu pieniedzy, bo byl na okresie probnym bez umowy.
No, ale oczywiscie "Agus, nie martw sie. znajde prace w przeciagu tygodnia".
I wlasnie, darzac to celu mojej wypowiedzi, czyli do uczuc... Jak zacytowalam "po mecie bylam bardzo mila", ale kiedy zaczela mi schodzic, a byla ona kupowana za moje pieniadze, zaczelam sie robic nerwowa. tak jak mowilam, nie potrafie czesto mowic to co mysle, wiec zanim wyrzucilam z siebie, ze przewalilismy "towar" na 3 dni w dzien i ze chcialam miec na pozniej, wyciagal to ze mnie z godzine jak nic.
plus (jeszcze i mam nadzieje, ze na zawsze), we mnie jest taki, ze potrafie wspolodczuwac, dlatego nigdy nie czepialam sie o brak mety, dopoki Michal nie obiecal mi, ze ja zalatwi (chcial zebym zostala, w gruncie rzeczy, gdy obiecal, nigdy tego nie spelnial)
mozecie mnie za to co teraz powiem pouczac i tak dalej, ale ja jestem pewna swego, bo przezylam to, otoz: "Gdyby wodke wynalezli rok temu, w polsce bylaby teraz nielegalna"- slowa mojego wychowawcy, nauczyciela informatyki, bardzo inteligentnego, posiadajacego gleboka wiedze. powiedzial to on odnosnie moich slow "Czy narkotyki sa dobrze, czy zle?". jego odpowiedz byla bardzo logiczna i LEKKO podniosla mnie na duchu.
I twierdze, z wlasnego doswiadczenia, ze WSZYSTKO jest dla ludzi, jesli umie sie z tego korzystac. znam ludzi ktorzy pala marihuane i tak ja Michal maja wszystko gdzies, nawet to czy jutro nie beda musieli spac na ulicy (a marihuana to naprawde lekki narkotyk w porownaniu do tego co jest na rynku) i znam ludzi cpajacych OD KILKU LAT, srednio wlasnie raz na weekend, amfetamine- i o dziwo, maja zeby, poprawne myslenie, dobra prace, poukladane dzieci. Kwestia szczescia, czy silnej woli? umiejetnosci manipulowania swoja psychika? szczescia- tak, ale tylko czesciowo, bo zazwyczaj jak sie cpa nawet raz na tydzien, psuja sie zeby, wlosy, a cialo w EKSPRESOWYM tepie traci swa jedrnosc= atrakcyjnosc. uwazam, ze to bardziej drugie pozwala im wszystko godzic, tak by mogli swobodnie zyc. dlaczego?
pierwszy raz jesli chodzi o WCIAGANIE, przezylam z amfetamina. mialam takie same "dzialki" jak 4 doroslych (20+), o mocnych budowach ciala mezczyzn, ale nie dalo mi tak zwanego kopa wcale. a oni wszyscy mogliby isc pieszo bez zastanowienia i zmeczenia nawet na drugi koniec polski. zdziwilo mnie to, ale teraz rozumiem, w czym tkwil problem: jak sie tak nie "jaralam" tym, wrecz sie balam, nie chcialam pierwszy raz sie zgodzic, no ale w koncu zmieklam. w cpaniu glownie liczy sie NASTAWIENIE! jesli ktos sie boi, nie ruszy go to wg lub moze wymiotowac itp. no ale na szczescie lub i niektorych nieszczescie, w druga strone dziala to tak samo. to tak jak kiedys w domu... moj ojciec dosc zaawansowany alkoholik, zawsze chowalismy alkohol, a jednego dnia z litrowej butelki wodki 40%, odlalismy jakies 900m i dla nie poznaki wlalismy zimna wode. pil, pil (potrafi byc nawet CZYSTY spirytus...) i byl coraz bardziej pijany. no ale padlo pytanie "tatus, wiesz moze, co stalo sie z woda w butelce po wodce? bo mielismy do podlania kwiatow". efekt? wytrzezwial jak tylko doszlo to do jego uszu.
No ale wracajac do narkotykow i uczuc, troche tez nagne o zachowania... mowi sie ze kiedy ktos sie napije alkoholu, czy spali marihuana badz zazyje jakiegokolwiek narkotyku (oprocz typu LSD po ktorych wystepuja, ze tak to nazwe- zwidy), ma wieksza ochote na seks, jest "latwiejszy".
i tu pojawia sie problem, bo wiadomo, zazwyczaj tak jest szczegolnie jak popatrzy sie na 16latki czy tez i starsze dziewczyny na dyskotece, ktore daja dotykac sie w intymne miejsca pierwszemu lepszemu mezczyznie. swoja droga jest do widok przykry a co wazniejsze obrzydliwy i chyba dlatego wlasnie nigdy nie lubialam chodzic do tego typu klubow.
ale ja mialam inaczej, Michal przyzwyczail sie do kobiet, ktore kochaly sie z nim nawet kilka razy jednej nocy, ja na trzezwo moglam zgodzic sie na 2-3 stosunki w ciagu doby, lecz nacpana nie myslalam o tym wg, a jego zaczepki i kazdy dotyk (wiadomo, nie taki typowy jak zlapanie za reke), denerwowal, myslalam sobie, ile mozna uprawiac seks?
tu sie tracily uczucia, z michalem rozstawalam sie z 50 razy i kazde rozstanie wygladalo na ostatnie, a jednak zawsze do niego wracalam, bo: mialam pewnego rodzaju azyl, moglam siedziec u nich w mieszkaniu cale wakacje i nie sluchac pijanego ojca, czy zazdrosnego rodzenstwa; bo moglam wychodzi z domu o ktorej chcialam, no i wiadomo, trudno znalezc dilera, ktory nie da czegos jeszcze gorszego niz sam ten narkotyk (typu trutka na szczury, tak zwany kret do przeczyszczania rur itp). a on siedzial w tym juz jakis czas, mial znajomosci, ale zeby bylo jasne, to nie bylo ze tak to kulturalnie nazwe oddawanie sie za narkotyki. raz cpalismy za jego pieniadze, raz za moje.
no i znowu poruszajac temat pracy... gdybysmy mieli miliony i wciagali to chociaz raz dziennie, ja bylabym mila, on tez i jakos bysmy sie dogadywali. ale kiedy zabraklo kasy, a on wciagnal moja dzialke "bo Ty masz jeszcze banie, a ja kijowy zjazd), ktora mialam na pozniej, zaczelam sie wkurzac. bo jesli chodzi o narkotyki, chcac nie chcac, kiedy jest ich malo, teoretycznie ZAWSZE pojawia sie egoizm. oczywiscie podstawowy problem- ja sie do niego przyznawalam, Michal zawsze sie wypieral, az w koncu dawalam spokoj nie chcac juz sluchac tych bredni.
i przyszedl pewien moment, ze poplakalam sie przed nim, ze boje sie ze to mnie uzalezni, ze w MIARE nad tym panuje i chce sie wyszalec bo sa wakacje aczkolwiek mysle o MONARZE. jak czesto mowil, ze przyjezdzal do niego tylko po to i jak pierwszy raz namowil mnie do wciagniecia (to znaczy, nie do konca, bo na poczatku naszej znajomosci, powiedzialam mu, ze zawsze chcialam sprobowac wszystkiego), tak jak mowilam, nic nie "koplo", a nawet "zamulilo"; tym razem zdziwil sie, zaczal mnie pocieszac i mowic, ze ja nie mam problemu, ze co ja w ogole mowie, ze przeciez panuje nad tym bo przyjezdzam czasem nawet raz na 2 tygodnie czy wiecej i nie dzwonie, nie zalatwiam na sile jak typowy cpun na sile.
ale ja i tak myslalam o tym, zapytalam znajomej 40letniej przyjaciolki o to jak to wyglada, czy jest szkola itp (co do niej... z wyksztalcenia jest psychologiem, a sama kilka razy w zyciu palila marihuane i nie pogardza tego o ile jest to jak to powiedziala "raz na 3 miesiace, w wolny weekend, z powodu jakiejs wiekszej okazji". i rzecz jasna, zaufalam jej choc nie do konca bo nie chcialam jej martwic, no ale cieszylo mnie, ze nie jest jak jakies 80% STARSZEGO spoleczenstwa, bo teraz naprawde duzo mlodych ludzi cpa, a nikt o tym nie wie, bo albo sobie z tym radza, albo nie stac ich na takie ilosci narkotyku by wyniszczyc w sobie "czlowieka". ). bylam sklonna tam isc na leczenie, ktore zazwyczaj nie trwa KROCEJ niz 12 miesiecy, mialam 18lat wiec z tego co sie dowiedzialam, matka nic nie musiala wiedziec, moglam powiedziec, ze wyjezdzam, bo na moj plus mialam znajomych zarowno za granica jak i w polsce, no ale bylam w trakcie technikum, a tam jest jakby rok wyciety z marginesu, bez szkoly, bez pracy, chyba ze juz w pozniejszym etapie terapii, bo tam, liczylo sie wyleczenie, szkole zawsze mozna skonczyc.
owa przyjaciolka, nie wie ze kiedykolwiek bralam cos innego niz marihuana i ogolnie nie poleca monaru czy jakiegokolwiek osrodka w momencie kiedy sobie dobrze radze tylko sie obawiam. polecila terapie dzienna, no ale nie zglosilam sie jeszcze.
dlaczego? zastanawiam sie, czy to ma sens? kiedy wiem, ze jak wyjde to znowu zacpam? nie mowie, ze zawsze bede nad tym panowala, ale jak na razie, wiem, JAK NA RAZIE, mam stycznosc z narkotykami od prawie roku.

i znowu wroce do uczuc i zachowan. kupilam 1g mety dla siebie i polowke "na teraz". podzielilam sie z Michalem i jego owym wspollokatorem, ktory zaczal wciagac w momencie gdy moj byly chlopak sie tam wprowadzil, ale niwazne.
no a ta reszte 1 grama, wzielam z samym Michalem, choc nie powiem, mialo to byc tylko i wylacznie dla mnie, no ale kolejny raz ujawnily sie moje jeszcze w miare dobrze funkcjonujace uczucia.
no i zostawilam dzialke na tak zwany zjazd na popoludnie, bo w nocy to mozna sie polozyc i zasnac (z wlasnego doswiadczenia powiem, ze jak to sie mowi, czym lepsza bania tym gorszy zjazd, no a tyle szczescia, o ile moge to tak nazwac, po metamfetaminie, jesli czlowiek cos zjadl (bo trzyma o wiele dluzej niz amfetamina. mowia, ze nie chce sie jesc. moze na poczatku kiedy jest najlepszy, ze tak to nazwe odlot, pozniej kiedy organizm oczyszcza sie z tej substancji czyli zludnej enrgii jest coraz mniej i pojawia sie glod, ja osobicie pragne jest, naprawde, czuje jakbym miala zemdlec czy ogolnie, czuje sie strasznie slaba, ale nie zjem, mam taki wstret, nawet produkty ktore kiedys moglam jesc calymi dniami, bo naprawde mi smakowaly, w takim stanie nie przeszlyby mi przez gardlo). no ale wracajac do tematu... oswiadczylam Michalowi, ze to co zostalo jest BEZKOMPROMISOWO moje na pozniej, bo on juz swoje "nalezne", zużył. zazwyczaj w takich sytuacjach, probowal mna zmanipulowac mowiac cos w stylu "co, meta sie podoba? myslisz o tym calymi dniami, prawda?". no ale tak jak wspomnialam, tego dnia przyjal to ze spokojem bo i tak wciagnal za darmo jakies niecale pol grama (jak na metamfetamine, szczegolnie dla poczatkujacych to bardzo duzo...)
no ale przyszedl wieczor i moj cholerny zjazd, ucieszona ze mam jeszcze cos w zanadrzu, powoli przygotowywalam sie do tego (jak wspomnialam meta czyli potocznie krysztalnie tylko rozni sie dzialaniem od amfetaminy, ale szczegolnie wygladam; mozna ja porownac do cukru, tak, zwyklego cukru z tym, ze zazwyczaj te krysztalki sa nieco mniejsze), czyli kruszylam to co mi zostalo. obok siedzial jego wspollokator, wtedy pierwszy raz.. no moze nie pierwszy, ale ten byl naprawde wstrzasajacy... zauwazylam co sie dzieje z ludzmi bo cpaniu. bowiem jego wspollokator patrzyl na te juz prochy (minute wczesniej skruszone), jak na jakies antidotum zapewniajace wieczne zycie, lub conajmniej zwalniajace starzenie o 20 lat. kiedy zaczylam wciagac (podzielilam to na dwie czesci), wstal nerwowy, poszedl do kuchni ale sekunde pozniej wrocil, stanal w drzwiach i znowu patrzyl na to jakby byl gotowy zabic dla jednej malej dzialki wartej 10 zlotych?
stwierdzilam, ze tym razem bede egoistka i nie dalam mu z jednej strony dla wlasnego lepszego samopoczucia no a z drugiej strony, moze to zabrzmiec niewiarygodnie, ale nie chcialam byc kims kto sam go w to wpycha czestujac...
oczywiscie, znowu odnoszac sie do uczuc... byl, co mozna przewidziec, nerwowy, strasznie niemily i zazdrosny. sadze ze gdyby mozna bylo zabijac ludzi ktorzy nas bardzo draznia, on zabilby mnie bez zawahania (polecam w tym momencie film- My dzieci z dworca Zoo, jest tam jedna podobna sytuacja do tej ktora opisuje, czyli, kiedy zaawansowany, zdesperowany cpun, wskakuje przez gore kabiny [mam nadzieje, ze rozumiecie, tak jak w sklepach, toalety przedzielone tylko scianka], bierze nastolatce zbrudzona z krwi, uzywana wiele razy strzykawke i wstrzykuje sobie jej zawartosc. wstrzasajacy widok, ale na szczescie heroina, o ktorej glownie mowa w tym filmie, jest bardzo trudno dostepna w Polsce i jest droga- jej koszt to 250 zlotych, czasami minimalnie wiecej, czasami minimalnie mniej, aczkolwiek nie ma co porownywac tego narkotyku do marihuany czy amfetaminy, ma odwrotne dzialanie, bardzo uspokaja a co najgorsze, strasznie uzaleznia fizycznie [wiekszosc narkotykow uzaleznia psychicznie czyli podobajace sie uczucie, a kiedy narkoman przestanie brac heroine, ma drgawki, obolale miesnie, jest to taki ponoc taki bol, ze trudno go opisac.])
No ale powoli darzac do konca tego co chcesz przekazac...
Trudno jest stwierdzic, co jest dobre, a co zle.
W czechach marihuna jest ogolnodostepna, mozna miec 3 doniczki z ktorych wyrsta (przy prawidlowym obchodzeniu sie), tyle kwiatow, ze mozna spokojnie kilka miesiecy darowac sobie prace i zyc z tego mogac pozwalac sobie na rozne niekoniecznie tanie przyjemnosci).
Byliscie kiedys w czechach?
Spokoj na ulicach, wiadomo, ze sa ze tak powiem ostrzejsi cpuni, ale ogolnie normalny kraj, bez skandali, bez nacpanych koksem czy czyms podobnym aktorow czy piosenkarzy, jak owa Whitney Houston, kobieta z swietnym glosem o ktorej smierci ostatnio bylo bardzo glosno, nacpala sie, upila i (z tego co slyszalam w telewizji), utopila.
wracajac jednak do owej sytuacji wspollokatora mojego bylego chlopaka. od tego czasu unikalam cpania, a z nim to juz tym bardziej. on wszedzie widzial tego "speeda", bo np. weszlam do mieszkania z Michalem o 23 i bylam pelna energii, bo dowod osobisty lezal na stoliku w pokoju (metamfetamine zazwyczaj kruszy sie tak zwanymi dyskietkami, typu karta z bankomatu, dowod itp.).
mialam tego serdecznie dosc. czulam sie jak cpun. oni zarzucali mi ze kiedy wracam do domu, cpam, co wg nie bylo prawda, chocby z tego powodu, ze nie mialam takich dojsc, a sami wciagali sprzedawajac rzeczy z domu, lub glodujac.

Teraz ze tak powiem, pisze podsumowanie i tak w wielkim skrocie mojej historii.
Otoz, sklamalabym gdybym powiedziala, ze nie mam z nimi kontaktu, ze W OGOLE mnie to nie ciagne i ze w ogole nie biore.
Bo biore, ale zazwyczaj sama, nie w domu oczywiscie, bo boje sie, ze ktokolwiek sie dowie, ale w jakis tam opustoszalych miejscach.
Z jednej strony, mysle o kolegach z polozonej ode mnie 50km malej miescinie. wspolczuje im ich zycia, bo marnuja sie. ale najbardziej w tym wszystkim, nie denerwuje mnie to ze biora, bo to ich zycie, tylko ze nie przyznaja sie do tego. bo ja rozumiem, ze ktos lubi ale nie wmawia mi, ze ja mam uwazac bo wciagne kreche raz w tygodniu, na ich jakies 30.
jestem z siebie dumna, bo cale drugie polrocze, bralam, ale potrafilam to pogodzic tak, ze bylam najlepsza w klasie i zeby nie bylo, to nie dzieki amfetaminie, ktora RZEKOMO, podkreslam to slowo RZEKOMO ulatwia nauke. jak dla mnie, jedno wielkie klamstwo. proste uzasadnienie: kto bowiem, kto decyduje sie wziac jakikolwiek narkotyk na tak zwanej bani uczy sie? zazwyczaj "dobrzy uczniowie" nie biora bo boja sie? tak przynajmniej sadze, lub nie chca isc na latwizne. i dobrze robia.

Na sam koniec, o tym czy warto brac, czy nie.
Jeden plus we mnie- oni moga sie zacpac, ja kiedy poczuje, ze trace grunt pod nogami, pojde na leczenie. i to nie zadna gadka, znam siebie.

Czy polecam..?
powiem tak, jesli nigdy Cie to nie ciagnelo, nigdy o tym nie myslales, nie miales marzenia kiedys zacpac, nie bierz, nie warto. mozesz wpasc w bagno (ladnie mowiac),a nic nie zyskac oprocz kilku razow na poczatku.
Ale i tez nie bede Ci odradzala.
NAJGLUPSZE I NAJGORSZE JEST jak ktos ocenia narkotyki, a nigdy ich nie bral. fakt, mozna zobaczyc, ze ludzie podczas glodu sa zdolni zrobic wiele, nawet za wiele, ale nie kazda stycznosc z narkotykami tak wyglada.
poza tym, terapia typu mowienie "nie bierz, bo to jest zle" irytuje narkomanow i bardzo oddalaja sie od osob nadmiernie pouczajacych ktorzy moze i maja doswiadczenie zyciowe, ale z narkotykami nigdy nie mieli nic wspolnego.
jak patrze po sobie, to najwazniejsze jest podejscie osoby ktora stara sie zrozumiec. wskazane pytania typu "dlaczego to bierzesz" i wracanie do przeszlosci, od czego sie zaczelo, w jakich okolicznosciach itp. nawet jesli to bylo kilka miesiecy badz i nawet lat temu, warto wrocic do tamtego dnia.
nie polecam, a przynajmniej na pewno nie na samym poczatku pomocy komus uzaleznionemu, dawania wyboru. mam na mysli pytanie "ja albo cpanie". niestety ale czlowiek by w pelni docenil i zrozumial to co sie do niego mowi, musi byc trzezwy. nie, nie ze nie bierze jeden dzien a Ty go juz pytasz, bo narkotyki czesto wplywaja niekorzystnie na psychike i najprawdopodobniej taki narkoman wybierze cpanie, a Ty jako zona, matka, maz czy ktokolwiek, zalamiesz sie i bedziesz twierdzil/a ze on Cie nie kocha. naprawde, temat jakiegokolwiek uzaleznienia z kims kto nie przeszedl jeszcze leczenia (mam na mysli wszystkie uzaleznienia, seksoholizm, narkomanizm itd.), jest bardzo trudny i sliski. jedno slowo i mozna zaprzepascic bardzo wiele..
z mojej strony to tyle. przepraszam za rozpisanie sie, ale sadze, ze moze to pomoc troche poznac choc jedna bilionowa czesc zycia kogos kto bierze.
a wiec moja opinia jest neutralna.
ale powiem tylko tyle, jesli masz zarabiste zycie, wszystko sie uklada, masz pasje, dlaczego chcesz sprobowac?
nie polecam! wtedy tracisz niemalze wszystkie pasje a zycie bez prochow jest nudne, szare lub calkowicie bez sensu.

zycze powodzenia :)
3majcie sie
Agnieszka
Gość
Dodano: 2012-07-31 08:02:04
Cytuj
To znowu ja, Agnieszka.
wiem, ze juz wystarczajaco duzo napisalam, ale zapomnialam dodac jedna kwestie:
problemem na calym swiecie jest zle przedstawianie narkotykow
albo przedstawiaja je jako super, oplacalne, ktore prawie wcale nie maja skutkow ubocznych (domyslam sie ze takie artykuly, filmy itp. sa tworzone w krajach w ktorych jest to legalne i ktos bije biznes na takiej reklamie..
no i drugie przedstawienie jako cos zlego, po czym pojdziesz do piekla (jesli wierzysz w Boga), lub stoczysz sie na samo dno i po kilku dzialkach bedziesz jak menele z parku albo i nawet w gorszym stanie, i ze ludzie ktorzy cpaja sa zli! bardzo zli! jednych to wystraszy, innych wkurzy.
Nienawidze jakis teatrzykow czy psychologow jezdzacych po szkolach w calej Polsce i mowiacych jakie to jest zle (juz nie wnikam, ze byli kiedys u nas tacy, ze zabraniali palenia papierosow. oczywiscie, ja zapytalam: "dlaczego skoro kazdy nalog jest zly i kazdy moze nam uprzykrzac- w dobrym wypadku, utrudniac- nazwalabym to na pograniczu uprzykrzania i uniemozliwiania czyli, jesli masz szczescie lub mocna psychike, dasz rade zyc choc bedziesz dostrzegal raz na jakis czas w swym zyciu calkowity bezsens no a uniemozliwianie to wiadomo, cpam i pieprze wszystko, zycie toczy sie tylko wokol tego, nic innego sie nie dzieje, nie liczy.
moze nie powinnam, ale przytocze tu symbol anarchii. problem w narkotykach jest taki, ze BARDZO CZESTO, NIEMALZE W 90% PRZYPADKOW biorac, nie niszczymy tylko zycia sobie, ale i innym. A dlaczego przytoczylam symbol anarchii? bo wedlug tej kultury i ludzi ktorzy ja wyznawaja (w zaleznosci jak bardzo sie w to angazuja- bo jesli ktos nadmiernie interpretuje niektore symbole, slowa, cytaty, czesto robi sie hm... dziwny? no i potem powstaja jakies sekty), no ale wedlug tego zdrowego wyznania, oni uwazaja ze nie maja zadnych zasad. Podkreslam ZADNYCH. nie mowie o tym, ze sadza, ze moga zabijac, bo to nieprawda, chodzi o to ze wedlug nich to jest Twoje zycie, Twoje zasady i dopoki zyjesz sam dla siebie, czy sie zacpasz, zapijesz na smierc czy skoczysz z dachu, dopoki nie utrudniasz zycia innym, zyjesz zgodnie z wyznaniami anarchii. i sadze ze ich myslenie jest ok. sama przyznam ze mam dosc ludzi donoszacych o byle glupote na policje, zamiast patrzec na siebie, patrza na wszystko wokol. tak jak mam w szkole nauczycielke, jej syn powoli zaawansowany cpun, a ona tego nie wie. bo patrzy na wszystkich tylko nie na to co nalezy ze tak powiem do niej.
poza tym, zanim zadzwonisz na policje czy gdziekolwiek i ze tak to nazwe "nadasz na kogos", zastanow sie czy to rozwiaze sytuacje, pomoze Tobie i jemu
bo jesli masz satysfakcje z tego, ze narobisz komus problemow, to jestes gorszy niz ten narkoman, dajacy w sobie w zyle.
sadzicie ze jestem zbyt ostra i krytyczna w swych wypowiedziach?
mylicie sie i sadze ze przekonacie sie jak to jest dopiero gdy przezyjecie to samo. nie zycze wam tego, choc z drugiej strony nauczyloby to was przemyslenia decyzji, czy ten menel, ktory lezy sobie na lawce w parku, az tak mi przeszkadza, ze musze dzwonic po straz miejska? tym bardziej jak wokol w obrebie 100 metrow 5 innych lawek..

dobrze, nie chce robic kazan moralnych, bo kazdy musi przejrzec na oczy sam, musi chciec zobaczyc co sie dzieje. bo jesli nie to chocby sam Jezus przed nim stanal, bylby jak ten Tomasz niewierny i nie uwierzylby dopoki niemialby prawdziwych dowodow.
poza tym, domyslam sie jak mnie odbierzecie, 18latka, pyskata, zbuntowana itp...

zawsze mowilam to co mysle, chyba ze wiedzialam, ze to zaboli innych a nie wniesie nic dobrego. ale mimo wszystko, wiem, ze wiek NIE MA NIC WSPOLNEGO z doswiadczeniem. zazwyczaj, czym ktos starszy tym bardziej odpowiedzialny i powazny, ale nie zawsze. ludzie sadza czesto, ze zalozenie to kwestia dojrzalosci, ze trzeba wszystkiego doswiadczyc na wlasnej skorze zeby zrozumiec.
troche sie zgadzam, bo nawet najlepsza ksiazka nie przedstawi nam w 100% jak np jest na haju po spaleniu haszyszem czy marihuana. choc czesto jacys daremni psycholodzy staraja sie cos tam napisac, wmawiaja glupoty i potem ludzie sie boja lub smieja i nie biora tego na powaznie. oczywiscie po co to robia? dla pieniedzy!
tak jak ostatnio moja kolezanka pokazywala mi takie ulotki z koncertow, jedna na temat narkotykow. no i czytam o tych co znam zeby zobaczyc czy pisza brednie, czy rzeczywiscie znajac sie na temacie o ktorym pisza.
no i patrze na opis amfetaminy- no mniej wiecej zgadza sie
obracam strone
no i metamfetamina... oczywiscie nie moglam powstrzymac sie i musialam skomentowac to czym laduja ludzi przy mojej przyjaciolce, 17 jeszcze letniej, dobrze uczacej sie, nie bioracej kompletnie nic uczennicy.
napisali tam, ze metamfetamina trzyma 2-3 godzin a amfetamina 3-4...
nawet na glupiej wikipedii pisza o tym, ze metamfetamina, (nawet nazwa mowi met amfetamina), czyli amfetamina i cos jeszcze.. no ale nawet na tej glupiej wikipedii pisza, ze ona trzyma czasem nawet cala dobe (rzadko spotykane, jakis slaby, drobny organizm, z bardzo drobno budowa ciala)., ale zazwyczaj 6-7 godzin jak nic.
tak wiec, sadze, ze media, nauka i ogolne informacje sa albo zle przekazywane, albo w zlym czasie (zazwyczaj jak cos powaznego sie stanie).

ale znowu odbieglam od tematu, przezywania wszystkiego... Rzecz jasna ze nie podetniesz sobie zyl tylko po to by zobaczyc jak to jest, czy boli itp. wiec jest wiele rzeczy, ktorych nie warto probowac. kolejny raz powtorze: wszystko jest dobre, jesli nie przejmuje nad nami wladzy, jesli panujemy nad tym i jestesmy w stanie zyc zarowno z tym jak i bez tego.
znowu sie rozpisalam, ale mam nadzieje, ze chociaz cos wam sie z tego przyda na przyszlosc
polecam film Requiem dla snu, kiedys, kiedy bylam calkiem anty braniu czegokolwiek (nawet marihuana byla dla mnie zlym narkotykiem), moj kolega z internatu, ktory obecnie znajduje sie na leczeniu, a wtedy cpal w miare czesto, bo nie bylo to dzien w dzien. byly dni w tygodniu ze byl normalny, w kazdym badz razie, przeslal mi ten film i powiedzial z ironia i usmiechem lekkim na twarzy "Po tym jak obejrzalem ten film, przestalem cpac na dwa dni". nie wiem ile w tym prawdy, ale film wstrzasajacy. pokazuje glownie, czym zazwyczaj konczy sie branie.
niestety ale na sile NIKOMU nie da sie pomoc, chyba ze z poczatku, odseparowac od otoczenia i sprobowac uswiadomic, ze jego zycie nie idzie W OGOLE w dobra strone...

Na samiuski koniec wroce do doswiadczenia. tak jak wspomnialam, zapewne wiekszosc ludzi kiedy przeczyta to co pisze, powie co w stylu "co ona moze wiedziec o prawdziwym zyciu" lub "jest zwykla cpunka a oszukuje siebie sama ze nad wszystkim ma kontrole. Ale wierze, ze znajda sie ludzie podobnie myslacy jak ja, nie oceniajacy po wieku, tylko po wypowiedziach, zachowaniach itp...


powiem wam, co pomyslicie o mnie to pomyslicie.

a co do tych, co uwazaja ze kazdy kto bierze, jest cpunem i predzej czy pozniej straci kontrole...
bede tu wchodzic raz na tydzien czy cos..
o ile wg to forum, ten temat i ludzie beda w miare aktywni i bede zdawala wam relacje, z tego jak zyje, czy schodze nizej, czy radze sobie itp.
uwierzcie, potrafie przyznac sie do bledu, wiec jesli przestalabym tracic kontrole nad swoim zyciem napisze wam. tak samo jesli zdecydowalabym sie na osrodek dla narkomanow, przed samym wyjazdem tez tu wstapie.



powodzenia


nie przegapcie swojego zycia, ale i tez nie skracajcie go o kilkanascie dobrych lat, bo nie zawsze krotkie ale intensywne zycie jest dobre, dziala to tez odwrotnie, nie bojcie sie zycia, bo kiedy w koncu nadejdzie smierc, czyli jedyna w miare sprawiedliwa rzecz ktora nas dotyka (w miare, bo umieraja ludzie dobrzy, a czesto mordercy dlugo zyja), bedziecie zalowali, ze mogliscie zrobic tyle rzeczy, ale zabraklo wam odwagi.
 
 
12345
Odpowiedz
Copyright © 2008-2010 Narkotyki.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kliknij tutaj aby skontaktować się z administratorem.
Autoagresja