Forum
Autor:
Treść:
jestem żoną narkomana i kompletnie sobie z tym nie radze.............. to jakis paradoks bo mieszkajac z nim widziałam jaksie zmienia zamyka oddala ale za nic w swiecie nie powiedziałabym ze BIERZE i ze to przez narkotyki. Dowiedziałam sie pol roku temu kiedy wyjechałam do rodziców z dziecmi moj maz popłynał na amfie i tak sie rozkrecił ze przecpał kilka dobrych tysiecy. potem dowiedziałam sie o długach kredycie telefonach wzietych w mixie i sprzedanych za bezcen. Zaczelo sie piekło i walka o niego. Godziny spedzone na telefonie KARAN MONAR wszedzie gdzie sie da by szukac pomocy dla niego dla siebie i dzieci. Z dnia na dzien bylo coraz gorzej zycie w ciagłym stresie strachu awantury pod koniec doszlo do tego ze wzywałam policje bo sytuacje byly coraz bardziej skrajne. To bylo jakies szalenstwo sytuacja tak anormalne jak balansowanie na krawedzi strach o dzieci wyrzuty sumienia ze nie na topozwalam ze jestem taka słaba wsciekłosc i bezsilnosc.. zapadnia.. wkoncu uciekłam i wiedziałam ze musze to zrobic zeby ratowac siebie dzieci i jegotylko w taki sposob moglam mu pomoc. leczenie monar wielka nadzieja ktora zgasla po 1 dniu. potem kolejny osrodek i znowu wszystko zgaslo po 5 dniach. Teraz to jest trzecia proba poltora mca. walczyłam z amfetamina i byłam bez szans. Patrzyłam jak z dnia na dzien czlowiek za ktorym wskoczyłabym w ogien staje mi sie obcy jak klamie przysiegajc na dzieci wyłam w srodku z bezsilnosci kochałam nad zycie ale z czasem zrozumiałam ze jesli chce mu pomoc musze sie odciac uciec pokac ze nie moge pozwolic mu na to by sie nad nami znecał byc silna w całej tej swojej bezsilności. Wyjechałam z dziecmi powoli probuje sie pozbierac znalazłam pomoc dla siebie chodze na terapie dla współuzaleznionych. Nie wiem co bedzie w glowie mam kompletny balaganzerowe poczucie własnej wartosci ale w glebi duszy jestem z siebie bardzo dumna kiedy widze teraz swoje dzieciaczki spokojnie spiace bez strachu o kłotnie mysle sobie ze tak musiałobyc. Co dalo mi siele i dlaczego wkoncu powiedziałam STOP DOSYC?? Poniewaz widziałam jak bardzo cierpia moje dzieciserce mi pekało kiedy moj synek stał pod drzwiami sypialni pukal i wołał tato i tato odsypiał cały week po ciagu. Moja coreczka 5letnia tlumaczyla go i probowałą go bronic i zrozumiałam wkoncu ze jesli bedzie zyła w takiej rodzinie tokiedys i ona wpakuje sie w taki zwiazek i bedzie szukała podobnego partnera w zyciu jakjej ukochany tatus bo taki model bedzie miałam w glowie.. nie potrafie sie podniesc pozdbierac. Czasami mam lepsze czasami czasami gorsze dni generalnie potrzebuje duzo duzo czasu
Modlę się za Ciebie i Twoją rodzinę.
Witaj. Współczuję Ci... To smutne płakać się chce :( Uważam że dobrze zrobiłaś. I nie uciekłaś. Ty ratowałaś... siebie a przede wszystkim swoje dzieci! Mam nadzieję że terapia Ci pomoże... To może trochę potrwać ale wszystko przyjedzie z czasem. I wydaję mi się jeżeli teaz już terapia trwa 1,5 miesiąca to może się udać:) To już długo jak na osobę uzależnioną. TRZYMAM KCIUKI ZA CIEBIE!!!!! Jesteś kobietą ! Więc jesteś Silna. ! I jeżeli uwierzysz w to że się uda to SIę UDA!
ja tez czasem probuje sie modlic, chociaz czasem watpie we wszystko co mnie otacza..
czas pokaze cobedzie , dzieki Jakas ze cieple słowo:-)
3maj się!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
;( Mam nadzieję że się uda. i Tobie i Mężowi.
ja tez mam taka nadzieje i coraz mniej sil, po drodze za duzo przeszkod, teraz kiedy trafil do osrodka i rzeczywiscie zaczal dzieki terapii uswiadamiac sobie do czego doprowadzil, co mial, co stracil, kiedy zaczal myslec zupełnie inaczej , podejrzewaja u niego nowotwor........................... modle sie by nie byl zlosliwy, bo mime tego wszystkiego co bylo kocham go i jestem w stanie zapomniec. Czekam na biopsje i wyniki, i boje sie jak nigdy.. za duzo tego .:(((((((((((((
hej...w pełni cię rozumiem, jestem w podobnej (chociaż lepszej sytuacji, bo nie mamy dzieci i nie jesteśmy małżeństwem). człowiek, dla którego rzuciłam wszystko, łącznie z opuszczeniem kraju, wzięciem dziekanki na studiach i ogromną kłótnią z rodzicami, jest uzależniony od metadonu, który miał być lekarstwem na jego 9letnie uzależnienie od heroiny..wiem, że jest miłością mojego życia, najwspanialszym, wymarzonym..moim szczęściem i przyszłością...co gorsze, przeszłam już w życiu coś podobnego, kilka lat temu po ciężkiej walce zmarł mój najlepszy przyjaciel, "złoty strzał", nie dał rady walczyć dłużej, a ja byłam bezsilna..teraz władowałam się jeszcze raz w to samo..nie jestem masochistką ani Matką Teresą, robiącą z siebie bohaterkę..ja po prostu walczę o swoje szczęście bo wiem, że z nikim innym nie mogę być tak szczęśliwa, jak z nim..ciągle wierzę, że nam się uda, chociaż zwątpienie przychodzi coraz częściej..to nie do zniesienia, kiedy widzisz, jak ukochany człowiek zabija się na raty.przepraszam, może to offtop, ale nawet nie mam komu się wygadać, chociaż coś tak osobistego piszę na jakimkolwiek forum pierwszy raz. pointa jest taka- ja nadal wierzę, a moim mottem jest- póki walczysz, póty żyjesz. czego i Tobie, i Twojemu mężowi życzę. i trzymam kciuki.pozdrawiam
Hej! mój mąż też bierze. niby w weekendy ale bierze!!!!! Jesteśmy małżeństwem.Nasz 4-letni synek stoi pod drzwiami sypialni i prosi,zeby ukochany TATUŚ wstał!!!! Żal tego słuchać!!!! Kocham nad życie mojego męża i nie potrafię odejść.Po tylu latach użerania się z tym okropnym nałogiem, wiem, że jestem za słaba aby odejść z synkami! To taka ślepa miłość,że kiedyś z tym skończy,że będzie ok! Już się nie łudzę! kiedyś powiedział mi, że nie potrafi zrezygnować i jakoś musi się odstresować a tylko to mu pomaga! aha, jak postawiłam warunek albo MY albo to GÓWNO to niby się wystraszył i było 3 tyg spokoju...tylko 3 tygodnie! Ogólnie szkoda słów... nie mam sił...nie mam z kim pogadać...bo każdy kto wie o naszym problemie mówi: odejdz! I taki to trudny temat jest!!!! a tak wogóle to mój mąż uwaza, że nic złego nie robi!!!!!!Śmiechu warte!!!
Drogie Panie! A może tak poradnia dla współuzależnionych, terapia, grupa wsparcia itd?????? To może pomóc Wam, waszym dzieciom, a w konsekwencji waszym facetom. Walczcie!!!!!!!!!!
zadzwon na inflolinni KARANU tam pracuja naprawde ludzie, torzy potrafia i chca pomoc. 800 120 289. co Ci moge powiedziec, jesli mozesz zapisz sie na terapie dla osób wspoluzaleznionych, to bardzo wazne zebys miala wsparcie i wiedziala jak pomoc przede wszystkim sobie, swojemu dziecki i facetowi. ja tez kochalam i kocham byl czas kiedy zylam nadziejami, zludzeniami, dawalam sieoklamywac i wmawialam sobie, ze bedzie dobrze ale dzieki ludziom ktorych spotkalam po drodze zrozumialam, ze uzalenienie to jest CHOROBA KTORA TRZEBA LECZYC. musisz byc silna, stanowcza i nie bac sie stawiac swoich warunkow. Nie mozesz go straszyc bo to nic nie da. Co Twoj maz bierze?? u mnie bylproblem z amfa, kazdego dnia widzialam jak moj maz sie zmienia, zamyka , oddala i robi wszystko zeby nas odsunac od siebie. Narkoman to doperfekcjima opanowana sztuke manipulowania tymi ktorzy go kochaja a najgorsze jest to ze po pewnym czasie widzisz ze jest to osoba totalnie znieczulona ktora z wyrahowaniem patrzy na Twoje lzy ktore Ci sie cisna do oczu z bezsilnosci, nie majaca zadnych uczuc nawet wobec wlasnych dzieci.. co moge Ci powiedziec, jesli chcesz pomoc musisz wiedziec jak to zrobic zeby naprawde pomoc a nie zaszkodzic. Ja mimoze kochalam i kocham nadal, wyprowadzialm sie dwojka dzieciaczkow, zalozylam sprawe o znecanie, bo chcialam mu uswiadomic ze ja i moje dzieci zaslugujemy na NORMALNE zycie, szacunek, poczucie bezpieczenstwo i ze nie chcemy takiego piekla..
zadzwon na inflolinni KARANU tam pracuja naprawde ludzie, torzy potrafia i chca pomoc. 800 120 289. co Ci moge powiedziec, jesli mozesz zapisz sie na terapie dla osób wspoluzaleznionych, to bardzo wazne zebys miala wsparcie i wiedziala jak pomoc przede wszystkim sobie, swojemu dziecki i facetowi. ja tez kochalam i kocham byl czas kiedy zylam nadziejami, zludzeniami, dawalam sieoklamywac i wmawialam sobie, ze bedzie dobrze ale dzieki ludziom ktorych spotkalam po drodze zrozumialam, ze uzalenienie to jest CHOROBA KTORA TRZEBA LECZYC. musisz byc silna, stanowcza i nie bac sie stawiac swoich warunkow. Nie mozesz go straszyc bo to nic nie da. Co Twoj maz bierze?? u mnie bylproblem z amfa, kazdego dnia widzialam jak moj maz sie zmienia, zamyka , oddala i robi wszystko zeby nas odsunac od siebie. Narkoman to doperfekcjima opanowana sztuke manipulowania tymi ktorzy go kochaja a najgorsze jest to ze po pewnym czasie widzisz ze jest to osoba totalnie znieczulona ktora z wyrahowaniem patrzy na Twoje lzy ktore Ci sie cisna do oczu z bezsilnosci, nie majaca zadnych uczuc nawet wobec wlasnych dzieci.. co moge Ci powiedziec, jesli chcesz pomoc musisz wiedziec jak to zrobic zeby naprawde pomoc a nie zaszkodzic. Ja mimoze kochalam i kocham nadal, wyprowadzialm sie dwojka dzieciaczkow, zalozylam sprawe o znecanie, bo chcialam mu uswiadomic ze ja i moje dzieci zaslugujemy na NORMALNE zycie, szacunek, poczucie bezpieczenstwo i ze nie chcemy takiego piekla..
Ja również mam męża narkomana lecz ja już przestałam liczyć i wierzyć w to że on przestanie kiedyś to gówno brać( heroina) jestem po ślubie dwa lata i od samego początku wiedziałam że jest on uzależniony tyle że ja wierzyłam że jeśli on założy rodzinę to przestanie to brać , niestety nie przestał a ja sobie uświadomiłam jaka jestem głupia i naiwna przecie jeśli chodzi o naług taki jak ćpanie heroiny to jest to rzadkość by ktoś dał radę z tym skończyć dopiero teraz widzę jak on mną potrafił manipulować ja wierzyłam mu w karzde słowo w każdą obietnice nie rozmawiałam nigdy z nikim o jego nałogu nie zasięgałam od nikoko opini na ten temat bo wstydziłam się komuś przyznać że zakochałam się w kimś kto jest uzależnoiony od heroiny bo wydawało mi się to wstydem i brakiem zrozumienia innych osób .Poniosłam wielką porażkę dostałam potwornego kopa na własne życzenie chcę od niego odejść a raczej chcę by to on się wyprowadził ode mnie mam tego dośc nie potrafię tak dłużej żyć męczy mnie ten związzek a raczej zabija jestem nerwowa ciągle krzyczę płacz ę jak go nie ma straszne to jest .chcę przestrzec wszystkie kobiety przed związkiem z osbami uzależnoinymi by nie dały się nabrać na puste słowa są to manipulanci bardzo dobrzy aktorzy i nie warto om wierzyć
milo ze jest takie forum gdzie My kobiety, matki, żony ,córki mozemy podzielić sie z kimś a bardziej nawet otworzyć przed kimś i zrzucić ten ciężar ten bagaż doswiadczen dźwigany na plecach. Jestem w takiej samej sytuacji jak moje poprzedniczki ;w sumi dopiero teraz to czytając uświadamiam to sobie. kilka dni temu byly ostatki i chcąc je spędzić w domu a nie gdzies wychodząc, oddając dzieci do dziadkow zaprosiliśmy znajomych do nas. Bylo miło, do czasu póki panowie sobie nie wzięli po dawce. (heroiny) od razu dostrzegam ze moj mąż i (koledzy) jest pod wpływem tego gowna.powykreca cala buzka w prawo i lewo,suchosc w ustach,zgrzytanie zebami,scisk szczęki. Zygac mi sie chciało na patrząc na niego.poranek byl taki ze zerwalam go z łóżka kazac zaprowadzić córkę do szkoly,wiec byl wielki problem ze wstaniem i mówieniem czemu ja nie mogę, i w którymś momencie nie wytrzymałam i powiedziałam ze trzeba bylo wiecej sobie wziąć itp.. To zaczęło sie poniżenie ,wyzywanie,grozenie i robienie debilki ze nic nie bral , ze kupi test i zrobi i ze zobaczę ze nic nie było. I kupilam test,ale ja kazałam mu nacsikac do sloiczka i wyszedł wynik pozytywny w okienku z heroina (to nie byl nasz 1 test ) ale tym razem powiedziałam ze musze jakos zareagować , wiec sie spakowalam i wyjechalam do przyjaciółki na kilka dni,nic mu nie mowiac i zostawiając dzieci pod jego opieka (i teściów) z ta mysla ze wkońcu bedzie mial czas dla nich i okazje aby nimi sie zająć.
Albo zmanipuluje całą sprawę, że to niby twoja wina itp A zostawianie dzieci pod opieką człowieka, który podćpywa sobie, średni pomysł
cd. Moj mąż zaczal manipulować dziecmi,kiedy do nich dzwonilam mowiac ze mamusia ich juz nie kocha, ze nie liczą sie dla mamusi i ze mamusia wyjechala zeby znalezc im nowego tatusia. Serce sie łamie i łzy lecą jak woda w kranie kiedy matka słyszy takie slowaod swojej 6let córeczki szlochajacej do sluchawki,pytajacej mamusiu kiedy bedziesz,mamusiu przyjedź ! Dziekuje ze mam przy sobie przyjaciolke ktora ma za soba takie same przeżycia i ktora jest psychicznie silniejsza ode mnie , i ciagle mnie pilnuje aby nie dala sie zagiac,zmanipulowac i poddać jego zachowaniu. Manipulacja dziećmi to jego jedyny argument aby cos osiągnąć i mnie złamać! Zapomniałam dodać ze moj mąż nadal brnie w swoje kłamstwa i usiłuje mi wmówić ze test ktory zrobiłam byl zły i nie umiem czytac testów, bo on kupil nowy i u niego nic nie wyszło. Żal ! Dopiero otworzyłam oczy i zobaczyłam jak moj najukochanszy mąż niszczy mnie i powoli nasze dzieci. Teraz cofa sie myślami i przypominam sobie ile bylo ostatnio takich sytuacji po ktorych widziałam ze moj mąż brał. I nie reagowała bo nie mialam siły na kłótnie na słuchanie wyzwisk pod moim imieniem ,znow to samo robienie głupiej. Przepraszam ze pisze to wszystko w takiej rozsypce ale w takiej sytuacji sie wlasnie znajduje.wiem ze wszystko jest pisane w wielkich emocjach bo dopiero sie to wydarzyło,ale pisząc to tu zrzucam z siebie pewien ciężar psychiczny,to ze moge z kimś podzielić sie moi bólem i ciężarem bez jakiegos wstydu,kogos kto przezywa to samo co ja.
mysle tak sobie a moze bardziej dopuszczam do siebie tylko taka mysl ze to jest dopiero początek tej złej drogi na ktora on zszedł i ze nie bylo to takie branie co weekendowe tylko jak sie przytrafia jakas okazja .jakis moj wyjazd z dziećmi z domu i wtedy mial okazje.i ze otworzy oczy i zobaczy co moze stracić ,jak wiele. jesli tylko podejmie sie leczenia to jeszcze da sie uratować to na co tak długo pracowalismy.wiem ze to jest takie puste u naiwne i napewno wielu osobom suna sie na jezyk slowa ale ona jest głupia , ale to nie ja jestem głupia tylko ta pieprzona miłość do męża.
moze w nim moj wyjazd nic nie zmieni, natomiast mi to dało bardzo duzo, bardzo mi pomoglo. Mogłam sie w spokoju wyplakac,nie ukrywając sie przed dziećmi. Moglam zebrać siły w sobie aby otworzyć sie przed rodzina i otwarcie im wkońcu powiedzieć co tak naprawde dzieje sie w naszym zyciu i z jakie problemy ma moj mąż a ich dziecko. powiedziałam dosyc ,nie moge za kazdym razem usprawiedliwiać go.
Ja se swej skromnej strony dorzuce tyle, ze wlasnie dlatego ta ucieczka nic nie nie zmienila. Wykorzystaj ten czas zeby na prawde pomyslec nad jakimis bardziej "radykalnymi" krokami niz klutnie i awantury. Popieram w 100% to co napisala emilkaa na temat terapii. Pamietaj, ze masz dzieci i nie walcz o meza bo to dziala na jego korzysc tylko o dzieci wlasnie. Moze wtedy uswiadomi sobie co traci i w jakej sytuacji sie znalazl.... Heroiny nigdy nie probowalem i nie zamierzam wiec na temat "jak skutecznie kogos od tego odciagnac" nic nie poradze. Ale za to przez alkochol (do tego jeszcze w "fazie niewinnego naduzywania") stracilem wiele.... A czasu cofnac juz nie moge :(
Kaktus, racja. Kłótnie i awantury nie pomogą. A dzieciaków szkoda. Ojciec buntuje dzieci przeciw matce. I ćpa. Matka pewnie buntuje przeciw ojcu. I olewając wszystko wyjeżdża zostawiając dzieci. A dzieci? MOŻE POMYŚL KOBIETO O NICH, CO? ONE SAME SIĘ NIE OBRONIĄ! A W TYM WIEKU MAJĄ BARDZO DUŻE POTRZEBY EMOCJONALNE.
Jak tak czytam to oczom nie wierze.Przezywam to samo to wy i nie wiem od czego zaczac.Widze i wiem ze moj maz cpa,pali trawe i wciaga.Niewiem co robic.Ukrywa sie przede mna w pokoju,pali w kazdej wolnej chwili a wciaga kiedy nie widze.Mamy synka 5 i pol roku,boje sie o nas...maz takze mydli mi oczy,klamie,i mna manipuluje,wie dobrze ze sie boje ze mnie zostawi albo sie wscieknie i bedzie awantura a on i tak wyjdzie na swoim.Udaje ze mu wierze ale nie wierze w ani jedno slwo.Nawet w to ze nas kocha.Nie spie po nocach,jestem bliska obledu...mieszkam w malym miescie,nie mam rodzicow ani rodzenstwa,jest tylko ojciec i siostra meza,ale boje sie ze stana po jego stronie a mi nie uwierza.Czasami mysle ze juz nie dam rady i chcialabym sie zabic...jestem w rozsypce:(chcialabym zyc normalnie bez strachu i z poczuciem bezpieczenstwa.Blagam co mam robic???
Zgłoś się do jakiejś grupy wsparcia i/lub do poradni dla współuzależnionych.
Dodam z moj maz jest policjantem,mieszkam w malym miescie.Boje sie niesamowicie:(
Zadzwoń na tel. zaufania.
Witam.Mam ten sam problem ze swoim mezem-heroina.Chcialam przestrzec kazda kobiete przed zludnymi obietnicami skladanymi przez osoby uzaleznione.Moj maz bierze heroine od 3 lat.Mamy mala coreczke 3 latka jestesmy malzenstwem od 4 lat.Nie wiedzialam przed slubem ze maz juz wczesniej mial takie problemy wszystko wyszlo na jaw pozniej.To straszne uzaleznienie,narkoman nie tylko ciagnie w dol siebie ale takze swoja rodzine.My chcac mu pomoc tak na prawde tylko stwarzamy mu waruniki aby dalej bral.Moj maz ze lzami w oczach przysiegal ze juz nie bedzie bral ze to juz ostatni raz ze nas kocha nie chce nas stracic itd. a potem za kazdym razem to samo po paru dniach powrot do nalogu i tak nastepny raz i nastepny i nastepny....Narkoman ma opanowane do perfekcji manipulowanie uczuciami osob ktore go kochaja i chca mu pomoc.Bedzie patrzyl jak ty denerwujesz sie, placzesz,prosisz go aby przestal taki czlowiek jest pozbawiony uczuc wobec ciebie i wlasnych dzieci najwazniejsze jest to zeby sie nacpac.Moj maz jak sie pozniej dowiedzialam byl zdolny nawet do tego zeby cpac heroine podczas gdy ja bylam w pracy w obecnosci naszej 2 letniej wtedy corki ktora przebywala wtedy w tym samym pokoju wdychajac opary heroiny w towarzystwie innych narkomanow ktorzy tez tam byli obecni a ona stala i wdychala to gowno i na to patrzyla.Jak sie tylko o tym dowiedzialam od jego znajomych od razu zrezygnowalam z pracy i wyrzucilam go z domu.Pamietajcie nie badzcie takie glupie i naiwne jak ja bylam.Nie wierzcie obietnicom tym ze sie zmienia ze obiecuja ze przestana to nie prawda oni kjedyne co kochaja to heroine i samych siebie.CHRONCIE SIEBIE I DZIECI!!!!!!!.Moj maz w tej chwili przebywa od ponad miesiaca na leczeniu w Monarze.Ja wnioslam juz pozew o rozwod.Nie pozwolcie aby swoim cpaniem zniszczyli wasze zycie i zycie waszym dzieciom.Nie bojcie sie od nich odejsc!Lepiej zyc samemu i w spokoju niz z narkomanem -on zawsze wroci do nalogu
Chcialam jeszcze tylko dodac ze po rozstaniu z mezem - narkomanem nareszcie w domu nastal spokoj i cisza . Spedzam duzo czasu z nasza coreczka jak pomysle ze znizyl sie do takiego poziomu ze cpal to gowno przy naszej corce to robi mi sie nie dobrze.Blagam was dziewczyny wiem ze wam ciezko i myslicie jak to bedzie jak sobie poradze z zyciem z dzieckiem jak bede sama- poradzicie sobie.Zawsze zadajcie sobie pytanie a w zasadzie to w czym on mi pomaga oprocz tego ze sa z nim same problemy?Nie wstydzcie sie rozmawiac o swoich problemach rozmawiac.Ja bardzo sie wstydzilam przed rodzicami, znajomymi.Ale w koncu peklo we mnie cos i powiedzialam o wszystkim swojej mamie dostalam wielkie wsparcie od rodziny jedyne o co mieli zal to o to ze tak pozno powiedzialam im o swoim horrorze ktory codziennie przezywalam.To nie my mamy sie wstydzic tylko oni to nie my cpamy tylko oni.Teraz dopiero zrozumialam jak dawalam sie wykorzystywac swojemu mezowi jak on wykorzystywal moja pomoc i serce ktore mu okazalam bo chcialam ratowac rodzine zeby corka miala ojca zeby on wyszedl z nalogu i byl normalnym czlowiekiem.Dla nich to tak na prawde nie masz znaczenia ty, rodzina najwazniejsze jest to aby mieli cos w rodzaju takiego "schronienia" do ktorego zawsze beda mogli wrocic miec nagotowane posprzatane itd. a i tak najwazniejsze bedzie zawsze to zeby sie nacpac.Przestrzegam was wszystki nie dajcie sie wciagnac w ten koszmar bo im dluzej to trwa tym gorzej dla was.Ja jestem do tej pory znerwicowana chociaz zawsze bylam osoba bardzo spokojna.Najgorszemu wrogowi nie zycze przezyc tego co ja to byl koszmar. Z nim bylo coraz gorzej kazdego dnia jak kladlam sie spac to balam sie czy jak obudze sie rano on jeszcze bedzie zyl.Byl dwa razy reanimowany w karetce a lekarz powiedzial ze gdybym pare minut pozniej zadzwonila to prawdopodobnie by juz nie zyl.Potem szpital, dom, obietnice i powrot do cpania Masakra!On jest tak uzalezniony ze nawet ta sytuacja ni otworzyla mu oczu. Od tamtej chwili zrozumialam ze nic go nie powstrzyma jedynie smierc. Wiem ze jak wyjdzie z monaru to pewnie przez jakis czas nie bedzie bral a potem i tak wroci do nalogu -znam go zbyt dobrze a przestanie brac w dniu w ktorym umrze -to takie smutne ale prawdziwe dlategp postanowilam rozstac sie z nim na zawsze nie chce aby moja corka na to patrzyla sama tez nie chce na to patrzec.To jest silniejsze od nich, od milosci do rodziny do dzieci bo tej milosci w nich nie ma zostala wypalona oni nie sa juz w stanie kochac kogokolwiek innego od niej.Wiem to przykre ale prawdziwe mi tez jest przykro ze moje malzenstwo sie rozpadlo przez heroine ze moja nie bedzie miala taty ze ja sie staralam ale nic nie wyszlo. Czasami niestety nie mozna kierowac sie uczuciami tylko rozsadkiem. Czasami trzeba spojrzec na to wszystko w taki sposob jakby to nie byl nasz wlasny zwiazek tylko np.tak jakby bylby to zwiazek naszej najblizszej przyjaciolki i zastanowic sie co ja bym jej doradzila gdyby ona byla w takiej sytuacji?...No wlasnie juz sie zastanowilas? To tdobrze bo wlasnie to masz zrobic sama ty!!! Zostaw go i nigdy do niego nie wracaj nie jest tego warty tego stresu sluchania tych klamstw awantur nasze dzieci to tylko male bezbronne istotki ktore nie maja wplywu na nasze decyzje nie pozwolmy aby na to patrzyly i nie dajmy sie krzywdzic naszym mezom/partnerom bo my tak na prawde cierpimy duzo bardziej niz oni...Dacie sobie rade dziewczyny
Moj maz tez berze narkotyki, jest uzalezniony od kokainy.Mieszkamy zagranica i nie wiem co robic. Z jednej strony go kocham a a zdrugiej czuje nienawisc mamy dwojke dziedzi 8 letnia corke i 3 miesiecznego synka . Chodzi do takich znajomych , ze az sie go brzydze jak wraca . Ciagle sie klocimy on mnie wyzywa od najgorszych , ze jestem nikim a pozniej przeprasza ja juz mam tego dosc ciagle placze , nie moge juz tego wytrzymac .Ja wiem , ze musze od niego odejs , ale to nie jest latwe .Nie mam tu rodziny, nie pracuje a ciezko jest teraz wrocic do kraju skoro corka chodzi tu do szkoly.Jestem taka bezsilna , nerwowa boje sie kazdego dnia nie wiem jak sobie dac z tym wszystkim rade i gdzie szukac pomocy....
A gdzie konkretnie mieszkacie?
Mieszkamy w USA. Dzisiaj wrocil zly z pracy nakrzyczal na mnie i powiedzial , ze za to jaka ja jestem jutro pojdzie z cala wyplata i kupi za nia towar i pojedzie do hotelu i zaznaczyl wiesz z kim -tam jest tez kobieta o ile mozna ja tak nazwac .Ze ja niezasluguje ani na centa . On juz dla mnie jest skonczony , nie mam sily o niego walczyc , prosic , bo im bardziej sie narzucam tym on mnie traktuje gorzej . Czasem chce wezwac policje tam , zeby pozamykali ich , ale sie boje , bo to sa ludzie nieobliczlni tacy co juz byli za kratkami wiec moga zrobic mi albo moim dzieciom krzyde.Jestem strasznie zla na siebie , ze tak sie daje ponizac , moja corka patrzy jak ja placze i nic nie mowi ona chyba mysli ze to jest normalne w rodzinie , boje sie ,ze majac taki przyklad znajdzie sobie takiego tyrana jak ja. Ile ja juz przeszlam dobry film by nakrecil.Po co ja sie tak mecze??? jeste jestm
Może poszukaj jakiejś grupy wsparcia w stanach Może tutaj znajdziesz jakąś pomoc: http://teenchallengeusa.com/ Powodzenia
Też jestem żona narkomana. Też ma dwoje dzieci. Też nie wiem co mam robić. Nie wiem czy go kocham czy nienawidzę, ale tkwię w tym głównie, bo mamy dzieci, dom, firmę, rodzinę. Szaleństwo. Tylko jak to się skończy ? Chyba albo on albo ją z dziećmi. Nie mam już siły..
Tez mialam chlopaka narkomana,mieszkalismy razem 2 lata u niego w domu.Prawie mnie wykonczyl,robil ze mnie debila na kazdym kroku przykladowo mialam kase w portwelu np 300 i nazajutrz jej nie mialam a on twierdzil ze zgubilam moze...dawalam sie nabrac na poczatku ale pozniej kiedy sie zorientowalam probowalam go ratowac....przez nastepny rok...wszystko jak krew w piach....wyslalam go nawet do osrodka do wandzina kolo chojnic..uciekl po 3 dniach podajac powod ze dawali mu tabletki po ktorych byl oglupialy..obiecywal po ucieczce ze juz nie bedzie bral..Bardzo dobrze mna manipulowal przez okres zwiazku czyli 2 lata.Wkoncu odeszlam pol roku temu...po prostu z dnia na dzien sie spakowalam i poszlam do rodzicow.Potem jeszcze byly szantaze z jego strony ze sie zabije itd...ot zwykla manipulacja narkomana..nie mowie po tym czasie ze mi latwo,jest mi ciezko bardzo bo go kocham...nie utrzymuje z nim jednak kontaktow zadnych...chcialabym zeby sie zmienil ,zeby sam przyszedl i powiedzial ze ja jestem wazniejsza....mysle o nim codziennie ...nie moge spac...sni mi sie po nocach...po mimo to ze tak mnie kiedys krzywdzil... jesli ktos chce napisac a pv to jarosek33@poczta.fm
A ja tracę nadzieję. Mój mąż zaczął dziwnie sie zachowywać, więc szukałam przyczyny. I znalazłam - amfetamina. Po 14 latach udanego małżeństwa zaskoczył mnie tym totalnie, ścieło mnie z nóg. Oczywiście mówi, ze nie ma z tym problemu i nie bierze ale ja go sprawdzam (testy z moczu) i niestety. Na spotkanie z terapeutą nie poszedł, a byłam pewna że zrobi to dla siebie i dla nas. Żal... Postanowiłam wystąpić do sądu o separację, ale poprosił abym dała mu kolejną szansę. Ustaliliśmy, że pierwsza jego wpadka i wówczas złożę wniosek. Boję sie tego niesamowicie, bo bardzo go kocham, mamy troje dzieci, dom, kredyt,a na dodatek jestem poważnie chora. Będzie ciężko, ale wiem, że muszę tak postąpić. Jego kłamstwa, manipulacje, niedotrzymane obietnice bardziej mnie niszczą niż chemioterapia. Oby mi tylko sił starczyło.
narkomani jak nikt inny potrafia manipulowac najblizszymi i robic z nich idiotow. ja postawilam po 8 latach malzenstwa swojemu mezowi ultimatum albo leczenie albo rozwod. wybral to drugie.cpa od kilkunastu lat,na poczatku nie wiedzialam. caly zwiazek zaczal sie juz od klamstw. mamy dziecko, maja b.dobry kontakt i serce mnie boli. ale wiem,ze jezeli ktos nie chce pomoc sam sobie to nikt i nic mu nie pomoze. nie rozumiem tylko jak mozna nie chciec zyc dla swojego dziecka. mam wrazenie,ze kontakt jaki z utrzymuje z dzieckiem jest spowodowany tylko i wylacznie wyrzutami sumienia. przeciez narkoman to wyprany z uczuc klamca...wkrotce sprawa rozwodowa. wiem,ze ja za jakis czas ogarne sie z tego i nastapi dla mnie i mojego dziecka lepsze jutro. bardzo wspolczuje wszystkim matkom i zonom narkomana a najbardziej dzieciom. to choroba, ktora niszczy umysl i powoduje totalna znieczulice na wszystko. narkomani to ludzie, ktorzy nie sa juz sobą, to ludzie, ktorzy odeszli.... :(
Witam.Kiedy czytam wasze wpisay jakbym pisala je ja..w kazdy znajdzie sie cos co teraz dzieje sie w moim zyciu. Ja tez mam meza uzaleznionego od narkotykow, i choc on sie tego wypiera..tlumaczac ze to 'takie od raz na rok' to ja wiem ze ma z tym problem. Jestesmy malzenstwem od 4 lat 6 lat razem.. wiazac sie z nim nie mialam pojecia o jego problemie..lecz z czasem zaczelam zauwac jego agresywne zachowanie..w stosunk do mnie, a z czasem do dzieci.Kilkukrotnie robila mu testy na wykrycie narkotyku i za kazdym razem test wykazywal amfetamine. Bylam zrozpaczona. 2 lata temu gdy urodzilam 2 dziecko dalam mu ostatnia sznse-albo my i normalny dom,albo koledzy narkotyki i samo dno.. chyba dalo mu to wtedy do myslenia..lecz okazalo sie ze nia na dlugo :( oczywiscie znowu przepraszal,plakal,blagal, a ja majac juz 2 dzieci WYBACZYLAM bo przeciez dzieci powinny miec pelna rodzine (ja takiej nie mialam ) i dlatego walczylam ze wszystkich sil o nasza rodzine, no i przeciez PRZYSIEGALAM MILOSC,WIERNOSC IUCZCIWOSC MALZENSKA ORAZ ZE CIE NIE ODPUSZCZE AZ DO SMIERCI... dlatego walczylam o nas. Maz wyjechal do pracy za granice przyjezdzac co mies. bylo inaczej...widzialam ze tesknil za nami,nie odstepowal na s na sekunde.Byl inny ,zmieniony. Wszystko sie pieknie ukladalo,dobra praca, kupno mieszkania do ktorego wprowadzilismy sie 4 mies temu. Wszystko bylo super. Do dzis. Kiedy wrocil od znajomego.. cos podejzewalam po zachowaniu ale na dokladke mial dziurke w nosie cala biala...juz nie raz to widzialam . Ale co-znowu byly tlumaczenia,prosby, blagania...lecz dzis CHOC NIE PEWNIE powiedzialam dosc..kazalam mu sie wyniesc i spakowal czesc rzeczy i wyszedl. Wiem ze musze dbac o dzieci i myslec o nich ,lecz boje sie ze nie dam sobie sama rady...maz byl zywicielem rodziny i to dlatego. wiiem ze musze znalezc prace lecz nawet nie mam tu na kogo liczyc zeby zaopiekowal mi sie mlodszym 2 l.dzieckiem bo do przedszkola mi go nie przyjeli :( mam metlik w glowie, szkoda mi go ,ale jesli to bedzie dluzej trwac to ja sama psychicznie nie wytzrymam :( bo to ze on bral to juz wiecie,ale byly momenty ze zazocal mi ze mam kogos na boku :( co bardzo bolalo bo kiedy jestes dobra, wierna zona dbajaca o dom i dzieci to takie slowa sa przykre kiedy sie je slyszyod os.ktora kochasz :( a nie raz mowil to przy starszym dziecku co jeszczee bardziej bolalo.. Ach...ciezko mi jak nie wiem, bo boje sie zostac sama majac na glowie wszystko. Prosze pomozcie chocby slowem bo nie daje juz rady..
Dobrze , ze tak zareagowałaś. Jeśli on na prawdę będzie chciał być z Wami to pójdzie na terapię, przestanie ćpać i zmieni się. Ty idź do terapeuty, żeby podbudował Cię, bo nie możesz czuć się winna za to co się dzieje. Narkoman ma to do siebie, ze zawsze będzie zwalał winę na kogoś, byle tylko sobie udowodnić, ze postępuje słusznie. Mojemu mężowi się udało i od roku nie ćpa, ale też przechodziłam ciężkie chwile...
Nie jest łatwo podjąć decyzję o rozstaniu z facetem, którego się kocha, z którym tyle nas łączy. Ale czy zasługujemy na takie traktowanie? Na pewno NIE! Nie możemy pozwalać im na to, żeby nas dołowali, obwiniali, oskarżali ... dużo by wymieniać. Oni zawsze odwrócą kota ogonem i na cztert łapy spadną. A my - żony narkomanów co? Szlochamy po kątach, martwimy się o nich i o dzieci, myślimy co będzie dalej, czy odejść a może zostać, dajemy kolejną szansę, bo kochamy. Ja mojemu mężowi też dałam i było ok, niestety do czasu. Teraz myślę co dalej. Gdybym była zdrowa to nie zawahałbym się ani minuty z pozwem, bo wiem, że dałabym sobie radę. Ale w takiej sytuacji, jakiej jestem muszę szukać innych rozwiązań. Moje Drogie Koleżanki życzę Wam wytrwałości, kosekwencji, spokoju, podjęcia dobrych decyzji. Pamiętajcie życie mamy tylko jedno i jest ono bardzo krótkie.
To okropne jakie nastały czasy. Sądziłam, że tylko ja mam problem "nie z tej ziemi". Okazało się inaczej. I nie cieszy mnie ten fakt, że jest Nas więcej. Wręcz przeciwnie... Współczuję, ponieważ wiem jakie to okropne tkwić w czymś, co człowieka zabija. Zastanawiam się jedynie w jaki sposób poradziłyście sobie z sytuacją. Mianowicie przeraża mnie fakt, że ojciec - ćpun po rozstaniu będzie chciał zabierać dziecko do siebie/na spacery. Nigdy nie wiadomo do jakiej meliny się uda... Bez wyroku nie można mu odmówić i zabronić kontaktu... Byłam dziś u prawnika. Uzyskałam informację, że to ciężki przypadek i bez świadków/dowodów ciężko będzie cokolwiek udowodnić, a zatem uzyskać papier ograniczający prawa rodzicielskie. Zbierałam nagrania, a także zdjęcia (ćpun, który przysnął nad kreską). Jednak wg prawnika, to mogłam nawet ja nasypać... i ciężko stwierdzić co to właściwie jest. Świadkowie? Nikt z bliskich mi osób nie widział jak bierze. Jego znajomi nie staną po mojej stronie. Nie wiem już jak postępować... Jak u Was wyglądała sprawa?
ja szukam na to odpowiedzi -teraz-czytam i mnie to przeraża, zaawsze szukałam w ludziach dobra, nie wierzyłam że ktoś bliski może skrzywdzić. teraz widzę to czego wczzśniej nie widziałam. po 13 latach moj najwspanialszy mąż przyznal się że palił "od czasu do czasu" jego słowa. gdy zaczęłam to widzieć okazało się że to głębszy problem, nie hamował już swojego agresywnego zachowania i całkowitego wycofania z życia z rodziny. Walczyłam o niego z całych sił, i przekonałam się ze im bardziej chcesz zgody i im więcej chcesz pomóc on buduje wiekszy mur. myśle o dzieciach myśle jak sobie poradzimy, stoje na rozstaju dróg, Bo on cały czas mówi że jego ten problem nie dotyczy, ze nie pali nie ćpa. ale to chyba nazwałyście tą manipulacją,. w tej chwili wiem że wybrał tamten fikcyjny świat nie rodzinę nie dzieci. jestem w rozsypce, znów stawiał warunki, on wie najlepiej. nie miałam już sił rodzina już wie, może oni jakoś pomogą, mam jeszcze nadzieję.
Dziewczyny mam podobny problem :( I pytanie, czy którejś mąz z tego wyszedł? Czy w ogóle jest nadzieja?
mój ćpa już dobre 6 lat. na początku było leczenie, naewt kilkakrotnie. teraz jest gorzej. mamy 6letnie dziecko. a mi brakuje sił, żeby odejść. przeżywam to co wcześniej Wy pisałyście. do tego czuję ten ogromny wsty, za to z kim jestem, za to że marnuję życie dziecku, wstydzę się jego jak wygląda. też nie chce mi się żyć i mam obawy jak sobie dam radę. zbieram siły od kilku lat, ale wciąż wymyślam jakieś pretekty, że to jeszcze nie czas. zmarnowałam 13 lat mojego życia, zawsze było źle, a ja się łudziłam takie poplątane te życie. kiedyś ktoś mi powiedział, że "każdy ma takie życie, na jakie się godzi" przez to co się dzieje przestałam wierzyć w miłość, w rodzinę , nawet w Boga. mam nadzieję, że w końcu się ocknę i zbiorę siły żeby odejść.
jak koś potrzebuje pomocy zęby wyleczyć się nałogu to mogie pomoc bo mam chłopaka który ćpał i już nie ćpa i jest nowym człowiekiem jak ktoś ma pytania to zostawiam ema sylwianowakowa@wp.pl
[jak koś potrzebuje pomocy zęby wyleczyć się nałogu to mogie pomoc bo mam chłopaka który ćpał i już nie ćpa i jest nowym człowiekiem jak ktoś ma pytania to zostawiam ema sylwianowakowa@wp.pl
A co to niby za metoda? Może podziel się nią na forum?
A jaki to ten cudowny sposob?Bardzo mnie ciekawi.. Ja tez jestem zona narkomana,po powrocie z zagranicy(bylismy tam 13 lat)zaczelo sie pieklo.Resztki mety doslownie wszedzie..ale to ja mam omamy i widze rzeczy ktorych nie ma... W naszym domu jest dziecko...Ja jestem u kresu wytrzymalosci...Kilka wizyt u terapeuty dalo mierne czy tez zadnego efektu.Ciezko mi postawic sprawe na ostrzu noza,bo jest jedynym zywicielem rodziny... Za kilka dni ide do psychologa,moze doda mi otuchy. Wiecie,najgorsze jest to,ze widzisz taka okropna zmiane w czlowieku ktorego kochasz i ktory jest dla ciebie wazny.Nagle staje sie jak obcy,a ty jestes bezsilna i nic juz nie mozesz zrobic... Dziwne,wrocil do kraju zeby spelnic swoje marzenia:wlasna firma,budowa domu..Wszystko jest tak jak sobie zaplanowal.A ja zadaje sobie pytanie czy realizacja wlasnych planow jest tak stresujaca i wyczerpujaca,ze trzeba sie dopalic "meta"? Czy zeby sie sztucznie uszczesliwic trzeba zniszczyc zycie komus kto byl wsparciem przez cale zycie? Jak mozna byc tak slepym?
Hej! Ja tez związałam się z narkomanem i alkoholikiem, na poczatku o tym nie wiedziałam, wszystko wyszło na jaw jak byłam w 4 miesiacu ciąży... I wtedy zaczął sie horror, na poczatku przepraszał, obiecywał a później zaczał wyzywać, obrażać krzyczeć i szarpać. Ciągłe rozstania i powroty, bo zależało mi na rodzinie, bo go kochałam iwierzyłam w niego, liczyłam ze jestem dla niego ważna! teraz na swiecie juz jest moje Kochane Maleństwo a ja z nim nie jestem od 2 tyg. Przez oststni miesiac to już nawet dilerów do domu zaczal sprowadzac, cpanie przy dziecku, lub zostawianie miesiecznego dziecka samego na kanapie i wychodzenie by przyćpać a pozniej opiekowanie sie nim.... Brak słow. Nie odpowiedzialny człowiek. Ale to juz za mnai za dzieckiem. Ciągle płaczę, nie mogę sie pozbierać bo kocham... ale wiem, ze nie moge z nim być, nie jeśli cpa i pije, bo to niszczy mnie i dziecko. Ciekawa jestem czy my w ogole sie dla niego liczymy... czy zobaczy co stracił i zacznie walczyć o siebie i nasza rodzine czy raczej zaćpa sie. Chciałabym wiedzieć co zrobić by pomoc mu to sobie uswiadomić, zmotywować go do walki... Trzymam kciuki za wszystkie kobiety żyjące z uzaleznionymi! Musimy znaleść w sobie ta siłe by działaś przeciw swojej woli ale za razem dla siebie i rodziny!!
[quote]Modlę się za Ciebie i Twoją rodzinę.[/quote] Co jej to da pojebany katolu ?
Czytam te wpisy , i nie jestem wielbłądem !! Jestem trzeźwiejącą alkoholiczką -nie piję 8 lat. jestem DDA, i współuzależniona.. Historia ..książkowa .. :(moje dno , terapia zamknięta , kontynuacja terapii w przychodni i...Mój maż nie podejmuje terapii . ja już tylko chcę trzeźwieć i być z tym szczęśliwa. Tak się dzieje . Na terapii poznaję miłość mojego życia . Alkoholik i narkoman.. szliśmy ramię w ramię . w pewnym momencie on wrócil do nałogu i rok spadał na dno - następna terapia alkoholowa 8 tygodni i po tym trzy lata najwspanialsze dla niego i dla mnie oraz dla moich i jego dziecka. wyjechaliśmy budować swój świat , z dala od pokus i z nadzieją na trzeźwe życie. i.. stało się . nie miałam pojęcia co się dzieje a on wrócił do ćpania. były twarde narkotyki , potem pojechał na nawroty i powiedział mi że nie bierze ale !!! z marichuaną jest od 20 lat i to jest jedyna rzecz ktorej nie zostawi.. Z całych sił lansował genialność i dobro PANI M. pogłupiałam tak ,że stwierdziłam : może lepiej ..niech sobie już pali.. Cały czas jednak nie miałam komfortu bo zabrała mi go terapia. to środek zmieniający nastrój -czyli łamanie zasad trzeźwienia. .. Przyszedł czas , że powiedziałam godzę się ( przemyślalam to dokładnie) po to by wiedzieć co i jak robi..zapalilam z nim. po pierwsze dla mnie to doświadczenie beznadziejne a po drugie zobaczyłam jak funkcjonuje :( kompulsja i wyścig ..byle więcej i więcej .. Wtedy pozbawilam się iluzji cudu PANI M.. To tak jak z Alkoholem .On był jest i będzie ale nie dla wszystkich !! Teraz jest od dwóch tygodni dramat ..agresja na przemian ze spaniem ,płaczem na przemian z krzykiem. ..Próbowałam go wyrzucić - nie chce wyjechać , próbowałam nie reagować- szantażuje że popełni samobójstwo, wmawia mi że to nie przez narkotyki tylko ma depresję -a ja jestem nieczułym potworem - mówiąc bardzo delikatnie :( epitety dotykające moją niedawno zmarłą mamę na raka.. Czy dobrze mi się wydaję ???CZŁOWIEK W ZWYKŁEJ DEPRESJI NIE JEST AGRESOREM ?? nie koniecznie wiem ci mam zrobić - metody typowe nie działają.
ja tez mam meza narkomana i juz sobie z tym nie radze mam dosc jestem bliska samobojstwa tylko corka trzyma mnie przy zyciu w sumie to nie mam gdzie isc i tak zyje w tym zwiazku od lat ale juz tym razem nie mam sily walczyc z nim wiecznie awantury o cos czego nie mam w nocy jestem budzona bo ma taki kaprys a ja mam juz dosc
Dziewczyny czytam to wszystko i aż ciarki mi przechodzą bo czytam jakby o sobie i nie wierze...myślałam ze tylko mnie to spotyka. Zaczne od poczatku. Jesteśmy 3 lata po slubie mamy 8miesieczna coreczke. jeszcze przed slubem przylapalam meza dwa razy na zazywaniu narkotykow (amfetaminy), ale wtedy to wytlumaczyl ze impreza w nowym dla niego gronie moich znajomych wiec chcial sie czuc lepiej ze to jednorazowo itp.uwierzylam,wybaczylam. po slubie co jakis czas maz dostawal dziwne telefony, smsy znikal z domu nie mowiac gdzie coraz czesciej przylapywalam go na klamstwie...zawsze mial na wszystko wytlumaczenie... gdy bylam w 4 miesiacu ciazy poszedl z domu z kolega po piwo do sklepu nie wracali bardzo dlugo zaczelam sie martwic, dzwonic do niego i do kolegi...cisza...wyszlam z domu ich szukac byla noc... na ul zatrzymal sie samochod ktory kierowal inny znajomy mojego meza widzac jak placze otworzyl okno i zapytal co sie stalo powedzialam ze szukam meza powiedzial ze wie gdzie jest wsiadlam z nim zawiozl mnie w pustkowie za miastem na miejscu byl kolega mojego meza oraz nasze auto ale meza nie bylo...okazalo sie ze pojechali po narkotyki (jak moj mąż twierdzil dla tego kolegi) zatrzymala ich policja jak zobaczyla ze stoja w tak dziwnym miejscu przeszukalam auto i znalazla amfetamine zamkneli mojego meza na 24h ja przezylam pieklo bylam w ciazy zagrozonej,,,myslalam ze z nerwow poronie...wyszedl na drugi dzien plakal przepraszal blagal na kolanach o przebaczenie...obiecywal ze juz nigdy wiecej nic nikomu nie zalatwi...dostal wyrok w zawieszeniu...minelo poltorej roku ostatnio maz dziwnie sie zachowywal,,,pracowal cale dnie...nie wracal do domu na noce tlumaczac sie terminami i przestal praktycznie uczestniczyc w naszym zyciu...przyszedl do domu w sobote o 17 polozyl sie spac o 20 wstal w poniedzialek o 9 rano wtedy powedzialam mu ze mam tego dosc ze ciagle jestem sama z dzeckiem ze nawet w nedziele na spacer nie chce z nami isc,,,wyszedl z pokoju do lazienki...wrocil ze lzami w oczach usiadl obok mnie i powiedzial...musze ci cos powiedziec ja tak sie zachowuje bo jestem uzalezniony od narkotykow (amfetaminy)...ZAMUROWAŁO MNIE myslalam ze zly sen...mialam 10000mysli na minute...placz zal frustracja...powiedzial ze chce z tym skonczyc dlatego mi o tym mowi i chce zaczac na nowo zyc...podalam swoje warunki...terazpia i zero narkotykow...jedna wpadka i rozwod z orzeczeniem o winie i o zabranie mu praw rodzicielskich i ze wiecej dziecka nie zobaczy bo jej taki ojciec nie jest potrzebny...zgodzil sie na wszystko...jednak juz wczoraj kiedy znalezlismy osrodek terapeutyczny zaczelo sie...ze on nie potrzebuje pomocy bo on sam sobie z tym poradzi i niepotrzebnie mi to powiedzial bo ja tylko to wyolbrzymiam a on nie jest uzalezniony bo juz 4 dni nie bierze a poza tym on nie bierze codziennie tylko w pracy zeby miec sile (a pracuje codznnie nawet w niedziele zazwyczaj)...ale jak mus to mus to pojdzie na ta terapie- tak powiedzial...:(:( wiem ze taka terapia z musu nic nie da...nie wiem co robic co myslec?? niby sam mi o tym powiedzial czyli zdaje sobie z tego sprawe i chce z tym skonczyc a jednak potem tak obrot sprawy...co robic sprobowac terapii? dac szanse? jak zyc z takim kims? kupic testy?kontrolowac? nie wiem czy podejmowac jakakolwiek probe walki czy oszczedzic sobie i dziecku nerwow i zakonczyc to odrazu...:(:(
Dziewczyny wspaniale Was rozumie!!!mam narkomana w domu ,bierze od 15 lat,mamy dwie córki(EMILKA 12 LAT,AMELKA 7 LAT) i mamy piekło w domu,ale jesteśmy tym wykończone i chce powiedzieć temu DOŚĆ ale tak szczerze nie wiem jak????!!!!od czego w ogóle zacząć?????
Zacznij od zgłoszenia się do jakiegoś punktu konsultacyjnego albo grupy wsparcia dla osób współuzależnionych. Jeśli nie możesz lub nie chcesz osobiście, zrób to online: [url]http://www.narkomania.org.pl/poradnia-on-line[/url] Powodzenia.
od kilku dni czuje cos w srodku. nie sprawdzam tel mojego meza,ale od kilku dni widze tez ze zachowuje sie inaczej.na ogol pali M.i nic poza tym. ostatnio snie ciagle,ze szukam go i walcze z jakas niewidzialna zla sila. dzis przeczytalam w smsach...kupował białą. nie wiem jak zareagowac. maz b duzo pracuje, pracuje na 3 zmiany, czesto prawie w ogole sie nie widzimy,nie rozmawiamy wlasnie podczas zmian nocnych. prosze doradzcie mi cos. dodam jeszcze,ze ponad 10,ok.13lat temu przeszlam przez piekło narkomanii, moj brat brał, od 6lat jest czysty,ale chory na schizofrenie. dzis przerazilam sie.nie chce tego piekla,nie po raz drogi. co mam robic?
cześć, jak się rozwinęła Twoja historia? ja mam bardzo podobną do Twojej- też mamy małą córeczkę i też mąż jest uzależniony (kokaina). i też raz chciałby iść na odwyk a zaraz potem "nie ma przecież żadnego problemu"...dlatego ciekawa jestem czy Twojemu się udało w końcu wziąć w karby i podjąć leczenie? czy są na tym forum żony których mężowie zdecydowali się na leczenie i udało im się na dobre wyjść z nałogu??
powiem Wam na swoim przykładzie. jeśli człowiek wyjawia drugiej osobie, że bierze, to nie robi tego bez powodu. to oznacza, że już nie chce być z tym sam, że już sobie nie daje rady, że potrzebuje pomocy. a potem jeśli to odwołuje albo bagatelizuje, twierdząc, że sobie sam poradzi, że nie jest to aż taki problem - to wtedy już przemawia przez niego narkotyk, chęć przygrzania a przede wszystkim lęk, że jeśli za chwilę znajdzie się za zamkniętymi drzwiami ośrodka, to nie będzie mógł przyćpać.
lenka... wieć moja wytuacja wygląda teraz następująco... Mieszkam sama z córką rodzice pomogli mi kupic mieszkanie małe ale własne... poszłam do pracy rodzice mi bardzo pomgaja. za tydzien mamy sprawe rozwodową...mąż nie odwiedza córki ani nie daje mi na nią peniążków. Szuka go polcja podobno za jakies kradzieze...zaciaga pozyczki gdzie sie da nie pracuje...bierze ciagle ...czasami chyba jak sobie wciagnie pisze mi smsy z wykładami jak to wie ile stracil itp... DZEWCZYNY nie wierzcie swoim partnerom jak obiecują że sami z tego wyjdą ze już przestaną..to aktorzy perfekcyjny kłamcy i manipulanci beda mowic wam dokladnie to co chcecei uslyszec, wzbudzac w was poczucie winy!!! Nie dajcie sie zniszczyc i wkrecic w ten ich chory swiat!!! POzdrawiam WAS trzymajcie sie!!!
Witam Ja jestem z moim mezem 17lat w tym 5lat jestesmy malzenstwem.Jestem z nim pol swojego zycia.Za czlowieka ktorego kochalam z calych sil i oddalabym wszystko...teraz coraz czesciej zycze mu wszystkiego co najgorsze.Nie mam sily.Poznalismy sie jako nastolatkowie,wtedy palil marihuane,przylapalam go na zjadaniu tabletek,ale jako dziecko wierzylam gleboko,ze go wyciagne.I tak mijaly lata zaczela sie amfetamina,kalmstwa,podbieranie pieniedzy i doslowne robienie ze mnie nienormalnej.Byl juz w strasznym stanie fizycznym,znikal.Potrafil stac patrzec mi prosto w oczy i wmawiac,ze sobie wymyslam duzo rzeczy,ze zgubilam pieniadze i zganiam na niego.Powiedzialam o wszystkom jego rodzicom oczywiscie zero reakcji,ich synka sie nie tyka,bron Boze nie mowi o takich sprawach.Obiecywal,ze wyjdzie z dragow....owszem wyszedl,ale zaczal pic.Kiedys prosilam Boga,jak czulam,ze nie daje rady,ze moze lepiej by bylo gdyby zaczal pic.Picie jest jeszcze gorsze,narkoman nie jest agresywny bynajmniej u nas konczylo sie na kradziezy,ucieczkach,klamstwach.Po alkoholu stal sie agresywny zaczal podnosic reke na mnie.Po raz kolejny poinformowalam jego rodzicow,ludzac sie,ze mi pomoga,ze damy rade.Mamy malutkie dziecko,a ja wciaz sie ludzilam.Tesciowie ze mna nie rozmawiaja,obrazili sie bo w nerwach w koncu powiedzialm co o nich sadze,po raz kolejny zrobili ze mnie nienormalna,przeciez z synkiem wszystko jest db.to ja jestem nienormalan.Nie wytrzymal ktoregos dnia i poprosil o pomoc,plakal i mowil,ze nie daje rady.Wyciagnelam reke,powiedzialm,ze poradzimy sobie.Dlugo to nie potrwalo,wyjechalam z synkiem do mamy.Prosil obiecywal,po2 miesiacach wrocilam rzucil picie z dnia na dzien...teraz znowu cpa;-))Zaczynam wariowac,jestem tak znerwicowana,przeszlam z nim tyle,ze nie wiem czy mozna wiecej...nie potrafie odejsc,ruszyc sie,mam gleboka depresje,tak bardzo bym chciala,zeby moj synek widzial usmiechnieta mamusie.Nie potrafie juz tak dluzej zyc.Najgorsze jest to,ze nie mam wsparcia nawet w rodzinie.Sama nie wiem czy sie smiac czy plakac...to trwa juz tak dlugo,a ja sie zapadam,zniszczyl mnie za co go nienawidze;-(z pewnej siebie energicznej osoby zawszej usmiechnietej pozostal wrak
Nie wiem czy jest jakiekolwiek wyjscie.. Mnie sie wydawalo ze jak znajde prace (mieszkamy za granica) wszystko sie ulozy. A teraz boje sie wyprowadzic, on mnie starszy ze uprzykrzy mi zycie.. Zreszta.. Obawiam sie ze to nawet nie jest poczatek, to co przezylam.. Ze najgorsze dopiero przede mna.. Ze zniszczy doszczetnie mnie i dziecko, bo przeciez on jest niewinny i cpa przeze mnie. Wmawia mi zdrady, ze mam kogos i dlatego odchodze, ze mnie zniszczy, udusi, obleje twarz kwasem.. A ja siedze jak glupia piz# i nie wiem co dalej. Zarabiam ale wciaz za malo by uzbierac na depozyt za mieszkanie (trzykrotnosc ceny wynajmu), a poza tym nie mam paszportu co potrzebne jest na przedluzenie pozwolenia o pobyt. (dotad nie byl potrzebny jesli bylam z mezem.., dopiero jesli wystapie o pozwolenie na pobyt z tytulu mojej pracy potrzebuje). Wyrobienie nowego kosztuje tak duzo ze nie wiem kiedy ja to uzbieram (2000 zl) biorac pod uwage ze zgubilam poprzedni a zarabiam niewiele. Wzyzywam sie na dziecku, bywam w stosunku do niej nie tyle niemila co po prostu taka nieobecna, bo denerwuje sie kiedy ona znowu cos nabroi. Nie wiem co dalej, jesli za chwile ktos mi nie pomoze to zwariuje.
Witam wszystkich. Moja histora jest taka jak wasza. Zaczeliśmy być razem jak mieliśmy po 20 lat każde. No szczyle. Miłość wielkie uczucie. Bycie ze sobą mimo wszystko. Palił wtedy marihuane. Zgodziłam sie na to i zaczelam byc współwinna. Potem ciąża. Pytanie co dalej? Ślub! Urodziła nam się sliczna córeczka. Awantury o palenie ciąg dalszy. Nie godzilam sie na to juz. Powiedzialam sobie i jemu dosc. Albo sie zmieniasz albo koniec. Kolejny blad groźby. Mowiłam ze zaczne mu robic testy. Nie robilam chcialam wierzyc. Potem jakis moj popelniony blad chcialam mu to wynagrodzic, znowu przymrużyłam oko, alam ciche zezwolenie. I tak sama kopalam sobie dolek. Kochałam chcialam ufac chcialam wierszyc. w pewnym momecie zaczelam sie nawet zastanawiac ze ze mna cos jest nie tak moze to jego palenie nie jest zle, ze moze naprawde nie pali a to wszystko mi sie wydaje. tak minely mi 3 lata. zaszlam w kolejna ciaze. palil dalej wiem bo klamstwa wychodza zawsze na jaw. I znowu sie okazalo ze mi oczy zamylil. Stwierdzilam ze nie bede drazyc tematu bo jestem w ciazy, nie moge sie denerwowac. obiecalam ze zroie z nim pozadek jak urodze. No i nadszedl ten moment. Urodzilam synka. Szczesliwa wrocilam do domu. podejrzewalam ze pali dalej. Nacpany tego dnia powiedzial " jak chcesz to k... jedz po test" zrobilam tak jak powiedzial. test na drugi dzien pozytywny. Powiedzialam mu dosc. Obiecal poprawe lzy itp. Powiedzialam mu ze ardzo mnie krzywdzi klamie i oszukuje a do tego proboje zrobic ze mnie wariatke. kolejny test za jakis czas negatywny. Ufff odetchnelam z ulga. Ale zaczal sie awanturowac. kazdy moj dol i nie odzywanie sie do niego byl pretekstem by sie ze mna poklucic i wyjsc. Zrobil tak z 4 razy w ciagu dwoch miesiecy. Powroty. o to ja robilam awantury bo to ja jestem bardziej wybuchowa. Teraz kolejny test. Przyszedl piatek, zakupilam test. Przyszedl z pracy i powiedzialam ze bedziemy robic. przyjal to na spokojnie. Powiedzial 'tak kochanie jak tylko mi sie bedzie chcialo siku to przyjde i zrobimy"/ czekalam dwie godziny. nie przyszedl z podworka. Stwierdzilam ze musze byc cierpliwa. Przyszedl i oczywiscie poprosilam o to by wykonal test. Moje zadanie okazalo sie dla niego dobry pretekstem do awantury. Na koniec uslyszlam ze on chcial to zalatwic na spokojnie i ze w takiem atmosferze to on spraw nie bedzie zalatwiac. Poszlam spac. Przyszedl i zapytal sie czy kogos mam. Ledwo to wytrzymalam nerwowo. usnelam. obudzilam sie w sobote przeprosilam za swoje zachowanie tak wybuchowe. Sobota- testu nie zrobilismy. przyszla niedziela. Poprosilam o to by zrobil. no i zrobil. test pozytywny na amfetamine. nie unosilam sie o nie wiedzialam co myslec. jako wytlumaczenie powiedzial ze to moze przez to ze wzial polopiryne. pojechalam po drugi tym razem ze sliny i drugi z moczu dla siebie. na sline test pokazal kreske. pomylalam cos nie tak z testem. zrobilam sobie na mocz. nie no wszystko prawidlowo wyszlo. mysle kurde dobra niech mu bedzie ze polopiryna s. Odpuscilam bo chcialam miec dzien spokoju. w poniedzialek rano obudzilam sie z wielka dawka niepewnosci. pomyslam musze z kims porozmawiac. zadzwonilam na infolinie. potem do jednego i drugiego producenta testu. chcialam uslyszec ze sie myle i ze cos sobie ubzduralam. niestety dostalam inne odpowiedzi. Moj maz klamal. znowu sklamal i zrobi ze mnie idiotke. mamy dwojke dzieci, jest zywicielem rodziny. rodzice mnie wspieraja ale sa zdania y dac mu jeszcze jedna szanse. Oczekiwanie na jego kolejna wpadke mnie wykoncy. juz tyle lat slucham tych samych spiewek. sama nie wiem co mam robic i myslec. To bardzo boli ze tyle lat mu dawalam szanse za kazdym razem plakal ze to juz ostatni raz. ani razu sie sam nie przyznal. musialam miec zawsze twarde dowody by to zrobil.Niewidze juz szansy na jego przemiane.
Moj maz bierze wszystko jak leci, ale przede wszystkim jest heroinista. Dozylnie.. Dziecko, dwa lata, jest swiadkiem awantur. Mam z nia klopoty wychowawcze- tzn jest bardzo nerwowa, wiem ze to dlatego. Oczywiscie maz obwinia mnie- bo to przeciez ja ja wychowuje a on bywa w domu sporadycznie.. Jesli bywa to albo spi albo sa awantury. Szczerze powiedziawszy mialam (mam?) jakas nadzieje ze przestanie, ze wszystko sie ulozy. Ale on, choc chce isc na detoks (tak mowi przynajmniej i wyglada na to ze w tym tygodniu pojdzie) mnie traktuje jakbym to ja byla przyczyna tego wszystkiego. Jakbym na niego nie zaslugiwala, jakbym nie byla godna zeby z nim byc. I to on planuje sie wyprowadzic. Boli mnie to bardzo bo tyle z nim przeszlam, tyle dla niego zrobilam.. Bylam przy nim tak wiele razy kiedy pakowal siebie /a tym samym nas w klopoty.. Znosilam, cierpialam, wychowywalam dziecko, a teraz on mowi ze sie wyprowadza bo jestem taka i owaka.. Wiem ze nie powinnam go zatrzymywac. Choc najzwyczajniej boje sie ze nie dam rady sama. Mieszkamy za granica, sama nie dam rady sie utrzymac a na pomoc sojalna liczyc nie moge. Zastanawiam sie, tak czysto hipotetycznie, czy z takiego nalogu da sie jeszcze wyjsc.. Czy da jeszcze rade by wszystko sie ulozylo? Czy z kims na razie przez kilka miesiecy cpa heroine dzien w dzien, da rade swtorzyc normalny zwiazek? W zasadzie wiem ze to pytanie retoryczne, nawet bez dragow nie bylismy idealnym zwiazkiem a on robil mi awantury o byle co.. Nie wiem co dalej. Boje sie odejsc choc wiem ze powinnam. Boje sie zglosic go na policje, poprosic o pomoc urzedy bo.. sama nie wiem czego w tym wszystkim sie boje.. Byc moze lepiej to zrobic teraz poki cpa bo kiedy juz nie bedzie, zadne urzedy mi tutaj nie pomoga, ale... nie potrafie.. Wiem ze krzywdze tym samym swoje dziecko ale po prostu jestem zbyt slaba :( Boje sie tego co bedzie po rozstaniu. Juz teraz potrafi sie tak zachowywac ze .. ehhh szkoda opowiadac.. Buntuje przeciw mnie dziecko, robi przy niej awantury, wciaga ja w to.. Robi ze mnie zla.. A dziecko, wiadomo, zbyt male zeby wiedziec o co tak naprawde chodzi. Pewnie po prostu sie boi.. Gdybym tylko miala stala prace ;( sama nie wiem co dalej, kompletnie nie wiem co robic ;( Czy zna ktos kogos kto z tego wyszedl i wszystko jakos sie ulozylo? Ja nawet moglabym walczyc.. ale tak naprawde to on nie chce.. Kompletnie mnie nie docenia, obwinia za awantury ktore on (bedac jeszcze trzezwym) sam powodowal a teraz przedstawia mi je jako przyklad ze jestem nikim. Tak bardzo chcialabym normalnie zyc ;(
Kontakt czar rzucający dzisiaj .. daveangela08@gmail.com (1) Jeśli chcesz ex powrotem (2) jeśli zawsze masz złe sny. (3) Chcesz być promowane w swoim biurze. (4) Chcesz kobiety / mężczyźni uruchomić po tobie. (5) Jeśli chcesz mieć dziecko. (6) Chcesz być bogaty. (7), które chcesz związać Twój mąż / żona będzie Twój na zawsze. (8) Jeśli potrzebujesz pomocy finansowej. (9) Opieka ziołowa (10) Jeśli nie możesz być w stanie zaspokoić swoją żonę należnego lub pragnienie seksu niska akcja eee. (11), jeśli odmawia się miesiączka cały dzień to przypuszczam lub nad przepływami. (12), jeśli twoja praca odmówić płacić, ludzie dzięki ci?. (13) rozwiązać problem gruntów i dostać go z powrotem. (14) Czy twoja rodzina Denny Cię z prawda? (15) Niech ludzie słuchać słów moich, a nie mój chcieć (16) Czy masz niską liczbę plemników? (17) Sprawa rozwiązania E.T.C Kontakt czar rzucający dzisiaj .. daveangela08@gmail.com
Moja sytuacja jest o tyle lepsza, że nie jesteśmy po ślubie i nie mamy dzieci. Jestem z narzeczonym już 7 lat mam dopiero 22 lata on ma 25. Kiedyś palił naturalne zioło a że byłam mloda a wsród moich znajomych było to dość popularne nie miałam z tym wiekszego problemu, jednak od jakiegoś czasu bierze DOPALACZE pali, wciąga ;( jestem załamana. widzę jak sie zmienia zrobił się agresywny, wybuchowy, obwinia mnie że to moja wina jest chorobliwie zazdrosny , wyzywa od najgorszych wstyd mi nawet przed sąsiadami. Czasem zdarzalo mu się być agresywnym wobec mnie ostatnio jednak dzieje sie z nim coś strasznie dziwnego, kiedy przypalił mi celowo ręke gorącą lufką odeszłam. nie kontaktowaliśmy sie przez jakiś czas jednak on nie chce dać mi spokoju przeprasza, mowi ze przestanie zebym mu pomogla... starałam się mu pomóc nie raz jak przyjaciólka próbowałąm odizolować go siedzieć przy nim zeby nic nie bral czymś go zając jednak te próby zawsze konczyly się awanturą jego wyjsciem z domu i pretensjami ze to przezemnie, bo ja jestem taka i owaka mnóstwo obelg no i uogólniając moja wina. Uznałam ze jestem młoda zmieniłam swoje życie rzucilam palenie (papierosów ) chce naprawde dorosnąc. Zaczynam nowe życie jakiś czas mi wchodziło ale on nie daje mi spokoju caly czas wydzwania wypisuje przychodzi pod moj dom wygaduje ze mnie kocha innym razem awanturuje się ze to moja wina. Czasem chce iśc na odwyk a jak juz szukam konkretnej poradni kliniki i chce się tam udać to twierdzi ze się boi i sie wykreca. Jest mi bardzo cieżko bo dreczą mnie wyrzuty sumienia on nie ma rodziców rodzenstwa jedyny prawdziwy jjego kolega wyjechał 2 lata temu z dziewczyną do szwecji. reszta jego towarzystwa jest straszna.. z resztą to koledzy od ćpania. Wiem ze mój były narzeczny jest w dużej depresji ze ma problem do tego nie wiem co te dopalacze z nim zdrobily wiem ze nie moge pozwolić zeby ktoś mnie tak traktował ale mam straszne wyrzuty ze zostawiam go z tym samego. Co mam zrobić jak mu pomóc.. nie chce zmarnować sobie życia a skoro przez 7 lat jest coraz gorzej nie chce w to brnąć..
annah90 gość jest bardzo chory i tylko leczenie w ośrodku mu pomoże,aby sie tam znalzał musi upaść na dno,Ty rozmawiasz tylko o leczeniu z nim,że go bedziesz wspierać itp.jak nie chce się leczyć nie macie o czym gadać ok!do tego on cię w ogóle nie kocha,narkomani to ludzie pozbawieni uczuć i na dzień dzisiejszy nie wierz w ani jedno słowo,nie obwiniaj się to nie twoja wina,że on jest w takim stanie,on dokonał wyboru,moja rada spieprzaj od niego jak nie będzie chciał się leczyć,a jego leczenie będzie trwało kilka lat,w ośrodku mu tylko pomoga z daleka od tych niby kumpli,a swoją drogą skąd ma kase na narko i czy pracuje itp.narkomanowi pomagasz nie pomagając,dużo czytaj zdobywaj wiedze,dużo sił życzę.
Jestem żoną narkomana - kokaina. Mamy dwoje dzieci. Od 1,5 miesiąca jest czysty. Potrzebuję więcej informacji od tych, którym się udało. Póki co przeczytałam tutaj o jednej dziewczynie, której mąż z tego wyszedł… czy są jeszcze jakieś? Fajnie byłoby również gdybyście napisały, gdzie szukacie pomocy - jakieś telefony zaufania, poradnie, sprawdzeni terapeuci…? Same smutne historie nie motywują do działania. A statystyki mówią, że 10-20% osób udaje się wyjść z uzależnienia więc nadzieja jest… tutaj na forum jej nie widzę. Zróbmy coś, żeby się pojawiła!
Hmm...tak właciwie nie wiem do końca dlaczego pisze, chyba żeby to przeczytać i zobaczyć faktycznie jak źle jest i może gdzies podswiadomie licze na to , że mój mąż to przeczyta...zrozumie...albo , że ja w końcu wezmę się za swoje życie porządnie... mój mąż uzależniony jest głównie od dopalaczy...innych swiństw pewnie też jesli nie może dostać dopalaczy...nasz wzajemny dramat trwa jakies trzy lata...Marcin to miłosć mojego życia ... największa...jedyna... najpiękniejsza z możliwych...ale ... Marcin jest moim drugim mężem i może dlatego wbił sobie w głowe , że go zdradzam, okłamuje , oszukuje i robie z niego wariata...to oczywiscie twierdzi po dopal. zamontowal kamere w mieszkaniu, mikrofony wszystko nagrywa...i na nagraniach czy filmach nic nie słychać ... ale on słyszy...słyszy dźwięki , głosy...widzi różne cienie , zdarzenia...to okropnie boli...nigdy przez mysl mi nie przeszlo zeby go zdradzic, a on sie dalej upiera...na trzezwo nie...ale wystarczy ze sie umaluje albo jakis impuls w glowie i znowu wpada w ciag ... roznie po 3-5 dni ... i tez roznie...co miesiac ... czasem czesciej... mamy cudownego synka, o którego staralismy sie bardzo długo...kilka razy uslyszalam , ze nie jest jego...był przy porodzie owszem był fantastyczny bo pomogl mi niesamowicie...ale 6 godz po porodzie po stwierdzeniu tesciowej , ze nie ma z niego nic usłyszalam znowu on nie jest mój...i polecial w ciag ... po jakichs 15 godz napisal ze zrobi wszystko zeby go pokochac itd...z zaznaczeniem ze nie wazne czyje jest... teraz nasz dziubek jest wypisz wymaluj tata i chociaz co do tego nie ma watpliwosci , ale dramat dalej trwa...wiem , ze kocha go ponad zycie mnie tez , ale zygam juz obietnicami , zapewnieniami i cala reszta... wstydze sie powiedziec komukolwiek...bo jak drugie malzenstwo i znowu lipa????? boje sie zawalu u rodzicow i chyba tego ze jak powiem to juz ratunku dla naszego malzenstwa nie bedzie... ostatnio cos we mnie peklo...wywalilam go z domu...po ciagu brania przychodzi czas na odespanie i zasnal u tesciow tak , ze nie zjawil sie w pracy...i finalnie ja stracil...ja nie pracuje , mamy 0,5 rocznego synka na piersi , nie wiem co dalej , ale naszczescie udalo mi sie przekonac go do terapii...poszedl...wyszedl inny...druga wizyta po tygodniu...cudowny tydzien zakonczony pilnowaniem go prawie cala noc zeby nic sobie nie zrobil...zalamany tym ze nas wykancza tym ze nic mu sie nie udaje chcial nam dac spokoj zabijajac sie...nie mam sil...chce go ratowac dzis przychodzi tesciowa zamierzam prosic ja o pomoc...ale czy jest szansa??? boje sie ze uszkodzil mozg tym gownem i nie wrocic do rzeczywistosci...ale wiem tez ze jak jeszcze raz wezmie , to mnie juz przy nim nie bedzie...nie wytrzymam...nie moge dluzej zyc juz w strachu...w piatek ide na spotkanie osob wspoluzaleznionych i oby mi pomogli...oby Marcino chcial zawalczycna powaznie o siebie...o nas...
Chcę tylko podzielić się moim doświadczeniem i świadectwem tutaj .. Byłem żonaty przez 6 lat do mojego męża i nagle, inna kobieta weszła do obrazu .. zaczął pochodzący mnie i był obraźliwy. ale ja wciąż go kocha z całego serca i chcieli go za wszelką cenę ... potem pozew o rozwód. Całe moje życie było toczenie siebie i nie wiedziałem, co robić .he wyprowadziła się z domu i opuszczonych dzieci .. więc ktoś powiedział mi o próby środki duchowe, aby mój mąż z powrotem i wprowadził mnie do rzucającego zaklęcie zwane Chief Don ... więc postanowiłem spróbować go niechętnie. Mimo, że nie wierzę w te wszystkie rzeczy ... a kiedy to zrobił specjalne modlitwy i zaklęcia, po 2 dniach, mój mąż wrócił i błagał. uświadomił sobie swoje błędy. Po prostu nie mógł w to uwierzyć. .anyways jesteśmy znowu razem i jesteśmy szczęśliwi. w przypadku gdy ktoś potrzebuje ten człowiek, jego adres e-mail spiritual.solver10@gmail.com jego czary jest dla lepszego życia.
Spam zapewne. A poza tym to jest bardzo niebezpieczne. Polecam wysłuchanie tego: [url]http://www.youtube.com/watch?v=5xC_rVp9M98&list=PL24689A36B95A2975[/url]
Ilona - ale historia. Powiem Ci, że mój mąż ten miał urojenia po koko. Też kamery, mikrofony, podejrzenia itp. Tragedia! Powiem Ci, że samej będzie Ci ciężko - to ogromny ciężar. Ja też się bałam, że teściowa zawału dostanie, ale powiedziałam. I moim rodzicom też - i jakoś przeżyli, a ja dzięki temu mam wsparcie i zawsze mogę zadzwonić jak coś się dzieje. Fajnie, że Twój mąż zgodził się na terapię, mój nie chce… ale widzę, że póki co radzi sobie z emocjami… Twój ma ewidentnie problem i fazy depresyjne, musi się leczyć. Musisz też go sprawdzać. W dopalaczach jest głównie mefedron - są testy wykrywające tą substancję. Są też testy wykrywające sfałszowaną próbkę moczu. Musisz się zaopatrzeć w takie narzędzia i regularnie go testować. No i na koniec - jeśli nadal go kochasz i on kocha Ciebie, to jest o co walczyć i wierzę, że wygracie! Ja też kiedyś brałam i udało mi się wyjść z tego więc każdemu może się udać. Mój mąż jest już czysty trzeci miesiąc. Kibicuję Wam mocno i koniecznie daj znać jak ta grupa dla współuzależnionych, bo sama się nad taką zastanawiam… Skąd jesteś?
Cześć, Właśnie trafiłam na to forum szukając informacji i pomocy. Jestem załamana,że wszystkie historie są takie same i podobnie sie kończą. Tak jak wszystkie kobiety, które dopiero sie dowiedziały nie wiem co robić i czy coś robić, czy to ma sens. Kocham go bardzo ale krzywdzi mnie na potęgę więc zastanawiam się czy walczyć. Traktuje go jak nienormalnego, bo nie ma w nim już normalności. Ja udaje codzienność a w środku zżera mnie ból i strach. On nie widzi problemu, wmawia mi rzeczy z nadzieją,że jestem totalną idiotką i stawia mi warunki,że jeśli nie uwierzę to nasz związek nie ma sensu. Zastanawiam się czy odejść, czy jeszcze trochę wytrzymać. Mój mąż zaskoczył mnie totalnie. Mam pretensje do siebie,że jestem głupia, naiwna, ze dałam się oszukać. Oto scenariusz minionych tygodni: Niedawno przyłapałam nieprzytomnego męża leżącego ze strzykawką w łazience.Nie miałam pojęcia co to było, dlaczego, jak po co? itd. (Jednak od momentu kiedy się dowiedziałam wszystko ułożyło mi się w jedną całość) Nie nadużywa on alkoholu, jednak wtedy był mocno pijany i zamkną się w łazience. Zaniepokojona tym faktem otworzyłam i ujrzałam naga prawdę. Wtedy jeszcze nie docierało do mnie jak bardzo patowa jest sytuacja. Wezwałam pogotowie,otrzymał lek odwracający działanie heroiny i oprzytomniał. Dnia następnego usiłował mi wmówić,że próbował popełnić samobójstwo. Co jest istnym kłamstwem jak milion innych. Długo byłam nieświadoma... teraz odkąd się zorientowałam i uważnie śledzę jego zachowanie, zaczął sie pilnować. Według mojej oceny i orientacji odstęp od incydentu, który opisałam do kolejnego zażycia narkotyku to jakieś dwa tygodnie ( wziął w nocy, kiedy ja spałam). Tego samego dnia zrobiłam multitest i wynik dot. morfiny był pozytywny. Nie potrafię ocenić stopnia jego nałogu, nie wiem od jak dawna bierze.Coraz częściej zauważam jego zwężone źrenice. Zawsze wtedy wykonuje test i wynik jest dodatni. Tłumaczenie jest idiotyczne : „test jest wadliwy itd.” albo „ do jedzenia mi coś wrzucasz”… Nie wiem jak mu pomóc.Bardzo schudł , ma liczne zrosty na rękach ( tłumaczył to wkłuciami w szpitalu, ponieważ ma HCV i był hospitalizowany-kolejne kłamstwo). Dwa razy w tym roku dostał zapalenia tkanek miękkich (silna opuchlizna, zaczerwienienie,omdlenie, wys. temp), obszar zapalenia to dłoń i połowa przedramienia - czy to również od podawania narkotyku? Sądzę, że tak.Codziennie od momentu, kiedy się dowiedziałam smaruje mu ręce maściami i przeglądam wnikliwie... jednak to na nic się zda bo nawet jesli pojawil się nowy zrost, kłamał,że to od ukąszenia. Bardzo swędzi go skóra, ciągle sie drapie, mówi,że gryzą go robaki, komary albo pchły. Chore! Ran przybywa…Oczywiście nie przyznaje się do zażywania narkotyku. Stosuje 100% wyparcie. Zaobserwowałam u niego wszystkie skutki uboczne stosowania opiatów, z dysforią na czele.Mimo mojego łagodnego podejścia i zrozumienia mąż nie chce rozmawiać o problemie. Podnosi głos i mówi nie chce na ten temat rozmawiać i wychodzi albo się odwraca i nie reaguje. Dodam,że zaskakuje mnie fakt,że wypełnia wszelkie obowiązki związane z prowadzeniem firmy. Nie wiem jak z nim rozmawiać? Czuję,że to nie ma sensu ponieważ on nieustannie kłamie i to w tak patologiczny sposób,że gaśnie we mnie nadzieja na lepsze jutro. Czy jeśli on nie przyznaje się do problemu, to ja mogę mu jakoś pomóc? Deklarowałam chęć pomocy wielokrotnie, jednak on twierdzi,że jej nie potrzebuje. Natomiast jeśli mówię, że jest coś nie tak, że ma problem, to sugeruje,że zamiast mu pomagać to go dołuję... Sytuacja jest bardzo przykra. Dodam, że jest cudownym człowiekiem o wielkim sercu i trudno mi uwierzyć w to co się dzieje... Bardzo się boję o jego zdrowie, stan psychiczny, jak również następstwa. Proszę jeszcze o wskazówki jak mogę się zorientować,że znowu jest pod wpływem. Nigdy nie znalazłam strzykawek, igieł ( jedynie rozwalone zapalniczki - nie wiem, czy to ma zw z zażywaniem. Raz znalazłam pod pralką opakowanie po strzykawce- oczywiście się wyprał i udawał zdumienie) Opisany problem jest jedynie fragmentem z ostatnich sześciu tygodni ( dopiero się zorientowałam). Z góry dziękuję za odpowiedź. Jestem z tym problemem zupełnie sama. Mąż nie ma w Polsce rodziny - nie jest polakiem. Nie utrzymuje kontaktu z matka i bratem. ( nie wiem dlaczego? mówi,że nie łącza ich żądne więzi i ze to ich wina) Ja natomiast czuję się bardzo odpowiedzialna jako żona i pragnę mu pomóc z całego serca. Dokąd mam się udać po pomoc? Jak z nim rozmawiać? Jak do niego mówić? Dodam,że ja jeszcze w to wszystko nie do końca wierzę, jestem w ciężkim, paskudnym szoku. Pozdrawiam i przepraszam za chaotyczne pisanie… ( emocje mną rządzą )
No niestety mąż twój jest uzależniony pewnie od lat,zasada co do narkomanii,NARKOMANOWI POMAGASZ NIE POMAGAJĄC,proszę idz na grupę wsparcia dla współuzależnionych, bo ten chory człowiek zrobi z ciebie wraka człowieka,on juz dominuje nad tobą a na to nie wolno pozwolić,jak mozesz z nim dalej zyć jak on cie tak okłamuje wciska bajki ty w to wierzysz!znam wiele takich przypadków tu tylko ultimatum albo idziesz na leczenie (mam na myśli leczenie w ośrodku długoterminowym),heroina to ciężkie uzależnienie i ja cię wspieram i czekam na ciebie,bo on cię niestety na dzień dzisiejszy nie kocha albo ODCHODZĘ,jeśli masz siłę to zrobić,ty dajesz mu tez komfort do ćpania hm...smrujesz ćpunowi kłamcy ręce? to chore wszystko,czytaj książki i artykuły to bardzo ciężka chroniczna choroba nawrotowa,wychodzi się z tego całymi latami,pobyt roczny w ośrodku to za mało,oj współczuję,bo wiem z czym walczysz ale ty jeszcze nic nie wiesz,co mogę ci jeszcze doradzić:zaloguj się na FORUM MONARU i pisz tam są kobiety w podobnej sytuacji co ty i ludzie którzy znaja sie na tej chorobie,doradza co robić,duzo sił zyczę.
Z całego serca dziękuję za udzielenie odpowiedzi. Smaruje mu ręce ponieważ byliśmy u lekarza i pokazał te zrosty więc otrzymał maść sterydową. Pani doktor uwierzyła mu ,że to zrosty od wkłuć po wenflonach. Dodam, że ja mu nie wierzę w ani jedno słowo. Prowadzimy razem firmę, w której zatrudniamy sporo osób. Jak odejdę to nie poradzę sobie z tym sama. Mam sporo zobowiązań finansowych zw. właśnie z firmą... Masz rację koniecznie muszę iść na grupę wsparcia, ponieważ czuję jak gasnę... Budzę sie rano z myślą,że mam męża narkomana i zastanawiam się jak dzisiejszy dzień będzie wyglądał... Jeśli mąż zauważą mój niepokój, zamyślenie, smutek to reaguje bardzo nerwowo i z pretensjami. Bardzo często prosi tez o nadmierna czułość ( tuli sie do mnie jak dziecko do mamy) ...
Dziewczyny dobrze piszą - tylko drastyczne kroki tu pomogą - leczenie zamknięte. Podobno w Szklarskiej Porębie jest jakiś ośrodek, gdzie leczenie podstawowe trwa nie 2 lata ale 3 miesiące… niech wybiera albo Ty, albo nałóg.
Moim zdaniem sama sobie nie poradzisz. Przede wszystkim powiedziałabym najbliższym - rodzicom, teściom, rodzeństwu… Wiem, że to będzie trudne, ale przyniesie Ci ulgę i będziesz czuła, że masz wsparcie. Sama racjonalnie nie podejmiesz pewnych decyzji. On Cię zmanipuluje. Ja jak powiedziałam rodzicom otrzymałam ogromne wsparcie, a mąż nie został wcale wyklęty tylko wszyscy starali się zrozumieć i pomóc. Mój mąż też zarządza ludźmi i to praca go w nałóg wpędziła. Po drugie powiedz o wszystkim jemu. Że chcesz żeby rozpoczął leczenie i że rodzina będzie wtajemniczona, pewnie Cię wyklnie, ale musisz być silna. Jeśli nie chce iść do ośrodka, to spróbujcie detoksu domowego, ale moim zdaniem, jak on już jedzie w żyłę, to marnie to widzę:( Chociaż moi znajomi przeszli przez to w domu. Niestety konieczna była całodobowa opieka - 2 pielęgniary i ojciec, bo efekty odstawienne były bardzo agresywne. Kolega chciał się zabić i innych z resztą też. Wstawał w nocy, szukał noży itp. A dilerzy jak hieny krążyli pod domem. Jeśli masz w swoim otoczeniu kogoś kto pomoże Ci przez to przejść domowymi sposobami to sprobujcie. W innym wypadku tylko ośrodek. Po detoksie - kontrola moczu co kilka dni i przy pierwszej wpadce - ośrodek. Konieczna będzie także terapie, bo życie na trzeźwo przerośnie i jego i Ciebie. Powiedz mu o tych planach, jeśli się będzie bronił, nie czekaj tylko odejdź, zobacz co się wydarzy, może wystarczy dzień, dwa rozłąki i mąż pójdzie na Twoje warunki. Ale zero negocjacji. Wrócisz do domu tylko jak od się podda detoksowi. Jeśli nie, to nine żałuj, odejdź, czasem człowiek musi upaść na samo dno, żeby się odbić. Może musi stracić żonę, firmę, żeby zrozumiał. Bardzo Ci kibicuję. Daj znać co postanowiłaś!
To co pisze Silva to cała prawda,on musi stracić wszystko i wszystkich aby zacząć się leczyć,zauważyć jaki ma duzy problem,dobrem i rozwiązywaniem jego problemów czy w pracy czy w domu mu nie pomozesz,czekają Cię trudne decyzje,już Ci pisałam zaloguj się na FORUM MONARU,bo to długa droga do zdrowienia,powodzenia.
Dziewczyny (kobiety!), jakiś czas już chodzi za mną pomysł stworzenia takiej anonimowej grupy "Jestem żoną narkomana". Tutaj mało się dzieje, a ja chciałabym, żebyśmy mogły dyskutować i dzielić się emocjami codziennie o każdej porze dnia i nocy i miały możliwość uzyskania szybkiego wsparcia. Taka wirtualna grupa wsparcia dla współuzależnionych. Ale sprofilowana dla kobiet - żon, konkubin, kochanek, przyjaciółek, partnerek - jak zwał tak zwał;) Takie możliwości daje facebook - jednak aby zachować anoninowość, każda z zainteresowanych musiałaby założyć sobie nowe, anonimowe konto. Imię zastąpić pseudonimem, zdjęcie avatarem. Ja bym mogła taką grupę stworzyć i udostępnić Wam tutaj link. Tylko pytanie czy byłoby zainteresowanie… Oprócz rozmów, mogłybyśmy wrzucać ciekawe materiały, linki, adresy, polecać sobie specjalistów itp. Jak Wam się to widzi?
Silva, on nie ma rodziny w Polsce. Nie mam kontaktu z jego rodziną, zresztą on tez nie ma. Rozmawia tylko z kolegami na Skypie. Moi rodzice wiedzą i widząc co sie ze mną dzieje, każą mi jak najszybciej uciekać. Mama twierdzi,ze on mnie ciągle zwodzi i mną idealnie manipuluje. On wie,że moi rodzice wiedzą więc nie chce z nimi żadnego kontaktu. Wigilie też chce spędzić sam, a ja mam sobie sama do rodziców pojechać jak chcę... ( generalnie on to ma w d..)To co się dzieje jest straszne. On się nie przyznaje. Swoje zachowanie tłumaczy depresją. Ja mam istny rollercoaster, jego zachowanie jest tak zmienne,że nawet nie da się tego opisać. Zauważyłam,że jak jeden dzień nie weźmie to robi się nerwowy, rozjuszony. Ciągle leży w łóżku i praktycznie z niego nie wychodzi. Ręce drapie do krwi. W nocy budzi mnie jego drapanie i niekontrolowane ruchy/drgawki.We mnie już chyba coś pękło, nie mam nadziei na lepsze jutro z nim. Dla mnie to chyba zbyt ciężka walka... Sądzę,że on już jest w takim stanie,że nie panuje nad tym i działka hery jest dla niego najważniejsza... Mam milion myśli na minutę, ciągle wszystko analizuję... Zastanawiałam się czy pójść na policję i podać namiary na dilera ( bo je mam), jednak wiem,że to i tak nic nie da. Pozdrawiam Was i życzę dużo siły w walce z problemami.
Actrisss - nie robiłabym akcji z dealerem i policją - możesz tylko narobić sobie kłopotów wchodząc w konflikt z tym półświatkiem, a on i tak znajdzie innego dostawcę:( Jeśli masz wsparcie w rodzicach i możesz do nich wrócić, to zrób to. Może to go do czegoś zmotywuje… Strasznie Ci współczuję. A co sądzisz na temat internetowej anonimowej grupy wsparcia na fb?
Zrobiłam dzisiaj tekst, wynik pozytywny. Chciał żebym zrobiłam tez sobie bo jego zdaniem test jest wadliwy. Mój wynik oczywiście negatywny. Zrobił jeszcze drugi test i wynik znowu pozytywny. Pozostawił to bez komentarza i nie chce rozmawiać. Najbardziej boli mnie to,że potrafi tak obrzydliwie kłamać i ma totalna znieczulice dotycząca mojej osoby. Przykre. Pomysł z internetową grupa wsparcia jest bardzo trafny. Ja sie pojawię na pewno. Jesli mogę Cię prosic o kontakt np gg lub maila będę wdzięczna. Forum jest zbyt powolne.
Napisalam tutaj bodajze dwa posty. Ja odeszlam od meza. Pewnie bym tego nie zrobila gdyby sprawa nie doszla do urzedu ochrony dzieci i nie byloby zagrozenia ze strace dziecko. W kilka dni sie wyprowadzilam. Od tamtej pory minelo kilka miesiecy a ja czasem do niego dzwonie i prosze o spotkanie. On jest niemily, dziecka nie odwiedza, obarcza mnie wina za wszystko. Wiem ze ma kogos bo kilkoro moich znajomych ich widzialo. I boli... Nie potrafie uwierzyc kiedy patrze na stare zdjecia ze ten czlowiek tak mnie zawiodl.. Ze tak wlasnie to sie skonczylo.. I swiadomosc ze zylo sie przez tyle lat w kompletnym klamstwie, nic wlasciwie nie bylo prawdziwe.. Nie macie pojecia jak bardzo to boli. A ja ciagle wracam myslami do tych chwil kiedy tak bardzo go kochalam. I wciaz nie moge uwierzyc ze ten czlowiek i ten cpun ktorego widze dzisiaj, to ten sam czlowiek.. Nigdy nie wymaze z pamieci tego co widzialam, tego w jakim bywal stanie.. Nagi, z glowa w umywalce, tylkiem w toalecie.. wszedzie brudno.. Zakrwawiony.. Mowia ze czas leczy rany. Ja nie wierze ze jeszcze kiedykolwiek bede szczesliwa.
Witajcie Dziewczyny! Pisalam tu prawie rok temu,,,Byłam w identycznej sytuacji jak Wy, Dziś moje życie wygląda zupełnie inaczej,,, Mój mąż (teraz już były) tez jest uzalezniony od amfetaminy, Przechodziłam z nim dokłądnie to samo kłamstwa, robienie ze mnie wariatki, wywieranie poczucia winy, straszenie samobójstwem itp NIE dajcie się zastraszyć,,,Wierzcie mi to są perfekcyjni kłamcy i aktorzy potrafią do perfekcji manipulować ludźmi ONI WAS nie kochają Ich miłość to narkotyki i im szybciej to zropzumiecie i podejmiecie jakies kroki tym lepiej dla Was i waszych dzieci, Ja odeszłam, postawilam ultimatum albo Ja i dziecko albo narkotyki i rozwód!!! Przysięgał że pojdzie się leczyć - nie zrobił tego!! Złożyłam papiery o rozwód z orzeczeniem o winie -wyrok z orzeczeniem jego winy zapadł na pierwszej rozprawie (miałam niepodważalne dowody), Dziewczyny nie dajcie z siebie zrobić wariatek i wraków człowieka- ja tez byłam juz wrakiem strzępkiem nerów (córka też bo była swiadkiem tego wszystkiego) Mój mąż też obiecywał mi gruszki na wierzbie ale nie wolno im wierzyc w ani jedno słowo!!!! Ratujcie siebie i dzieci zanim oni zniszczą Was psychicznie, Jestem już niecały rok sama z córką (rodzice mi dużo pomogli) mieszkam z córeczką, pracuję, zaczęłam wychodzic miedzy ludzi i moje zycie zaczyna wracac do normy, Kłade się spokojnie z dzieckiem spac i nie martwie sie co przyniesie kolejny dzien (czy mąż wróci naćpany czy na głodzie) Wierzcie mi ze nie ma nic bardziej cennego od spokoju psychicznego Waszego i Waszych dzieci, Mąż raz na jakis czas odwiedza córkę - wygląda jak wrak człowieka, do tej pory probuje na mnie wywrzec poczucie winy ale ja wiem ze mojej ani waszej winy nie ma w tym i nie dajcie sobie tego wmówić!!! Narkoman zawsze znajdzie powod aby zaćpać! DZIEWCZYNY RATUJCIE SIEBIE I SWOJE DZIECI !!! P,S, Ja nie żałuję swej decyzji bo choć kochałam męża bezgranicznie to jeszcze bardziej kocham swoje dziecko dla którego pragnę spokojnego ciepłego domu i szcześliwej kochającej mamy!!! Teraz cieszę się z życia i choć nie mam wszytskiego doceniam to co mam -czego WAM również życzę z całego serca!!!
Actrisss - przykro mi. Mnie też najbardziej bolało zawsze, że człowiek, którego uważałam za dobrego i uczciwego, potrafi w tak perfidny sposób kłamać i manipulować. Nie poznawałam własnego męża… Obcy człowiek:( am - smutne:( Besilna - wspołczuję Ci bardzo, ale powiem Ci, że znam kilka przykładów kiedy narkomani z tego wyszli. Czasem trzeba pomóc, bo jak nie my, żony, to już nikt nie pomoże. Ty próbowałaś i nie wyszło, dobrze zrobiłaś, że ostatecznie odeszłaś - tym bardziej, że jak widać ta decyzja dla niego nic nie znaczyła… Podaję maila, którego założyłam na potrzeby planowanej wirtualnej grupy wsparcia:) zona.narkomana@gmail.com Kto ma ochotę niech pisze:) Anonimową grupę fb założę w tym tygodniu. Nie było mnie teraz kilka dni w domu, stąd zaległości...
DZIEWCZYNY! ZAŁOŻYŁAM GRUPĘ NA FACEBOOKU: https://www.facebook.com/groups/zona.narkomana/ TO GRUPA ZAMKNIĘTA, ALE JAK DO NIEJ DOŁĄCZYCIE JAKO PRAWDZIWE "WY" TO BĘDZIE TO WIDOCZNE WIĘC PROPONUJĘ, ABYŚCIE ZAŁOŻYŁY SOBIE NOWE ANONIMOWE KONTO I WSTĘPOWAŁY DO GRUPY POD PSEUDONIMEM:) JA ZAŁOŻYŁAM SOBIE PROFIL "SILVA TABU" I CZEKAM NA WAS:) DOŁĄCZAJCIE! BĘDZIEMY MIAŁY MIEJSCE DO CODZIENNYCH SWOBODNYCH ROZMÓW. ZOBACZYMY CO Z TEGO WYJDZIE… DO ZOBACZENIA!
Am - Może na ten czas zabrzmi to nieco niewiarygodnie i infantylnie ale jeśli będziesz tego chciała to będziesz szczęśliwa. Ja również jestem w dość nieprzyjemnej i niepewnej sytuacji, jednak codziennie mimo wszystko powtarzam sobie,że będzie dobrze. Ty też powtarzaj to jak mantrę i przyciągaj dobro. My kobiety jesteśmy b. silne. Mamy to na co sie godzimy. Ważne,że żyjesz teraz inaczej, lepiej. Życzę ci z całego serca wiary w swoje siły i możliwości... i obiecuję,że będzie lepiej :) Nie może być cały czas źle, kiedyś musi być dobrze :)
Kobietki! Ja i Actrisss jesteśmy już na fb. Zakładajcie sobie profile i dołączajcie do naszej grupy! https://www.facebook.com/groups/zona.narkomana/
Cześć każdy, ja mam świadectwo akcji o mojej chorej córki Jeśli potrzebujesz pomocy duchowej i czyści kontakt. queenmuchachaspiritual@hotmail.com na queenmuchachaspiritual@hotmail.com, bo jest mistrzem ochrony i pomocy, że nie będzie prosić o każdą kwotę, że pomoże mi chronić moją córkę, gdy była duchowo ataku i leczenia chorób ciała mojego przyjaciela, że jest dobry w każdym aspekcie, może też przynieść swoją byłą żonę, męża, chłopaka, dziewczynę lub anulować, itp Dziękuję mu w życiu mojej córki.
Moj maz sam przyszedl do mnie i powiedzial ze ma problem z narkotykamii i prosil o pomoc.Jest teraz na terapii juz od miesiaca.Odwiedzalam go 2 razy.Mamy roczna coreczke i jestem w 6 miesiacu ciazy.Malzenstwem jestemy od 1.5 roku a o wszystkim dowiedzialam sie wlasnie miesiac temu.Nie mam pojecia jak sobie z tym wszystkim radzic,ciagly metlik w glowie.Nie potrafie sobie wyobrazic jak bedzie wygladalo nasze zycie po jego powrocie.
samotna powinnaś iść na terapie dla współuzależnionych albo grupe wsparcia,bo z narkomanem trzeba umieć rozmawiać,wasze zycie już nie będzie takie samo,będziecie żyć według zasad,tego dowiesz się na terapii,podaj gg pogadamy,dużo sił zyczę pozdrawiam.
Nr gg 52290248
[quote]A jaki to ten cudowny sposob?Bardzo mnie ciekawi.. Ja tez jestem zona narkomana,po powrocie z zagranicy(bylismy tam 13 lat)zaczelo sie pieklo.Resztki mety doslownie wszedzie..ale to ja mam omamy i widze rzeczy ktorych nie ma... W naszym domu jest dziecko...Ja jestem u kresu wytrzymalosci...Kilka wizyt u terapeuty dalo mierne czy tez zadnego efektu.Ciezko mi postawic sprawe na ostrzu noza,bo jest jedynym zywicielem rodziny... Za kilka dni ide do psychologa,moze doda mi otuchy. Wiecie,najgorsze jest to,ze widzisz taka okropna zmiane w czlowieku ktorego kochasz i ktory jest dla ciebie wazny.Nagle staje sie jak obcy,a ty jestes bezsilna i nic juz nie mozesz zrobic... Dziwne,wrocil do kraju zeby spelnic swoje marzenia:wlasna firma,budowa domu..Wszystko jest tak jak sobie zaplanowal.A ja zadaje sobie pytanie czy realizacja wlasnych planow jest tak stresujaca i wyczerpujaca,ze trzeba sie dopalic "meta"? Czy zeby sie sztucznie uszczesliwic trzeba zniszczyc zycie komus kto byl wsparciem przez cale zycie? Jak mozna byc tak slepym?[/quote]
Nie rozumiem jednego dlaczego wy żony nie chodzicie na terapie dla współuzależnionych co!tylko narzekacie tkwicie w tych chorych związkach wiele lat,dajecie się okłamywać manipulować,dzieci tak wychowujecie,niestety trzeba wszystko postawić na jedną kartę albo leczenie i moje wsparcie albo fora ze dwora,no ale jak nie wiecie jak ogarnąć mieszkanie itp,albo szkoda firmy itp.to żyjcie z narkomanem,powtarzam terapia i grupy wsparcia aby mieć siłę na walkę o człowieka i z jego chorobą,trzeba mieć wiedzę co do choroby i jak rozmawiać z takim człowiekiem,nie słuchać bajek całe życie.
Mam 19 lat. Od 2 lat i 9 miesięcy spotykałam się z pewnym chłopakiem. Na początku był idealny.. Starał się, przyjeżdżał do mnie i po mnie, odwiedzał mnie w domu, chodziliśmy na spacery, trzymaliśmy się za ręce,ciągle przytulaliśmy, jak każda zakochana para.. Było mi ciężko go pokochać ponieważ zaczynając spotykać się z nim byłam po rozstaniu z poprzednim chłopakiem i bałam się zaufać, jednak jego wytrzymałość oraz okazywanie mi tego, że jestem naprawdę ważna i warta starania sprawiły, że stopniowo zaczęłam się w nim zakochiwać. Przez pewien czas nam się układało, byliśmy razem niesamowicie w sobie zakochani, pomimo tak młodego wieku już planowaliśmy założyć rodzinę i być ze sobą do ostatniego dnia, on szukał jakiejś pracy, parę razy nawet się załapał gdzieś, mieliśmy upatrzone mieszkanie, mówił,że jestem tą jedyną i chce żebym jak najszybciej została jego żoną i aby nikt mnie nigdy jemu nie odebrał... aż zaczął brać narkotyki.. Pierwszy raz się o tym dowiedziałam po kłótni w której zaczął mi ubliżać od najgorszych i pierwszy raz podniósł na mnie rękę i złamał mi nos.. Natychmiast oprzytomniał, przyznał, że to przez chyba amfetaminę jakiś woreczek pokazał i wyrzucił i przysiągł, że więcej nie tknie żadnego świństwa i zawiózł mnie do szpitala.. Potem zaczął się spotykać z towarzystwem, które sobie nie żałowało a przy okazji kradło.. Próbowałam go od tego odciągnąć, nie chciałam żeby go złapali i żeby trafił do więzienia jednak on dalej kradł a wszystkie pieniądze jak wiadomo poszły na ćpanie- mefedron, czasem kokaina-ale to sporadycznie-wiadomo drogie a on nie pracujący to skąd ma brać, znalazł tańszy zamiennik.. Nie chciał mi się do tego przyznawać, twierdził że albo go oszukali na pieniądze, albo wydał na paliwo i jedzenie, albo zawsze coś wymyślił.. Pewnego dnia był strasznie agresywny, stwierdziłam, że nie będę tego znosiła dłużej i postanowiłam odejść.. On gdzieś pojechał samochodem a ja czekałam na autobus. Płakałam, że pierwszy raz stałam się dla niego taka obojętna. Wtedy zawrócił i przyznał mi się płacząc, że się uzależnił i nie potrafi sobie z tym poradzić, błagał bym go nie zostawiała i jeszcze tego samego dnia pojechaliśmy do psychologa.. Niestety na tej wizycie się zakończyło bo jemu jakoś chyba już przeszło, uznał ze jednak problemu nie ma, może przestać kiedy chce.. tylko nie chce, a poza tym poradzi sobie sam. Od tamtej pory zaczęłam przeżywać horror, zamieszkaliśmy razem i zaczął mnie unikać, znalazł towarzystwo które ćpało i z nimi ciągle przesiadywał, chociaż mi wmawiał, że on nic nie robi tylko po prostu spędza czas z kolegami. Zaczął być bardzo agresywny, przez pól roku co 2 dzień mnie bił, dosyć mocno, wyzywał od najgorszych.. nie będę przytaczać epitetów, byłam zaszokowana jego słowami ale to znosiłam, myślałam, że to tylko przejściowe. Przestał do mnie przyjeżdżać do rodziców, pisać, dzwonić.. uważał, że skoro widzimy się w domu (nie ważne, że wracał o 2:00 , 3:00 czy 4:00 a rano znowu wychodził) to nie potrzebujemy spędzać czasu razem w ciągu dnia.. Przestał mi mówić komplementy, dbać o siebie, w łóżku odwracał się do mnie plecami i szedł spać pomimo moich chęci i starań, nie wychodziliśmy już nigdzie, ani do znajomych ani sami.. Stał się dla mnie obcym człowiekiem.. Wiele razy go pytalam co się dzieje, dlaczego mnie odsuwa od siebie, czy już mu nie zależy to mówił, że gadam głupoty i jestem dla niego bardzo ważna i nie chce mnie stracić... Nie przyjmowałam do wiadomości, że ćpa.. Gdy jednak się przekonałam, że niestety tak jest zaczęły się awantury i płacze, wszystko dla niego robiłam gotowałam, sprzątałam, chodziłam sama na zakupy, prałam, załatwiałam konflikty między nim a jego rodzicami bo on "nie potrafi".. Do tego stopnia mi na nim zależało, że oddałam psa do schroniska którego miałam 7 lat aby móc z nim mieszkać.. A on nawet tego nie doceniał już, że naprawdę się staram. Poszłam do pracy (chociaż początkowo było ustalane, że to on zajmie się utrzymywaniem domu a ja jeżeli będę chciała to tez mogę pójść do jakiejś pracy jednak wolałaby abym siedziała w domu i zajmowała się dziećmi) aby nam niczego nie brakowało. Jednak to niczego nie zmieniało.. Twierdził, że nie ma problemu a ja sobie wymyślam.. W końcu został zmuszony przez rodziców do podjęcia terapii odwykowej dziennej pod groźba zabrania mieszkania które nam wynajęli.. Niby chodził.. Byle jak.. Spóźniał się.. ie robił zadań...A w końcu okazało się, że poznał tam mężczyznę, który handlował tym świństwem co mu jeszcze bardziej ułatwiło dostęp i sam zaczął handlować.. Zaprzestał terapii.. W końcu po kolejnej awanturze postanowiłam się wyprowadzić.. jednak po kilku dniach wróciłam, tęskniłam, bałam się, że dalej będzie ćpał w dodatku przez nasze rozstanie, i bałam się, że go stracę.. Od tamtej pory mieszaliśmy ze sobą co drugi dzień.. Okłamywał mnie, że nie bierze już narkotyków od 3 miesięcy, a wyczytałam z jego rozmów że to raptem 3 tygodnie od kiedy lekarz stwierdził u niego astmę. Wyglądało mi na to,że naprawdę jest wolny od tego świństwa jednak on zaczął to przede mną ukrywać w taki sposób abym się nie zorientowała.. Kolegów nawet chyba w to zaangażował którzy przy mnie zgrywali dobrych i że jemu nie dadzą działki bo on już nie ćpa.. W zeszłym roku w święta pomimo, że go błagałam aby nie brał narkotyków zaczął przy mnie wciągać i zniszczył prezent ze złości, który mu podarowałam... Potem gdy wróciliśmy do domu połamał mi kartę telefoniczną ponieważ nie chciałam z nim rozmawiać a z jego kolega tak i ubzdurał sobie, że coś między nami jest a on na to nie pozwoli.. W tym roku w święta czymś się chyba bardzo zatrułam, ponieważ bardzo mało czasu spędzaliśmy razem (wracał 23:30 o 00:00 szedł spać...) obiecał, że spędzimy je całe razem we dwoje, że poświęci mi ten czas, jednak pojechał do rodziny a mnie zostawił z biegunką co 10 minut i wymiotami, w których pojawiła się spora ilość krwi, karetka nie chciała do mnie przyjechać, kazano mi czekać na telefon do 6 godzin od lekarza, który porozmawia i zdecyduje czy przyjedzie. Poprosiłam go aby przyjechał i mi pomógł bo byłam tak słaba ze nie miałam już siły dojść do łazienki.. a on.. olał mnie... w końcu rodzice z daleka przyjechali i mnie zabrali... nawet na pogotowie nie przyjechał... następnego dnia miał mnie odwiedzić w domu ponieważ mnie wypisali i przepisali antybiotyk to tłumaczył się tym ze źle się czuje z powodu astmy i ma duszności i nie przyjedzie.. po czym na cala noc wyszedł z kolegami i pil a może i ćpał.. wyłączył telefon żebym nie dzwoniła a mnie nie odwiedził.. wczoraj również miał przyjechać jednak "chyba się czymś zatruł bo wymiotuje" i nie przyjechał.. powiedziałam sobie dość.. nawet mi życzeń nie złożył, a twierdził ze tak bardzo mnie kocha i nie wyobraża sobie życia beze mnie, w tym roku również zniszczył prezent który mu dałam bo przez niego płakałam bo było mi przykro ze znowu wrócił późno nie spędził ze mną chwili czasu i odrazu poszedł do łózka.. pomimo ze źle się czuje dalej pojechałam do niego i odebrałam swoje rzeczy.. od wczoraj mieszkam spowrotem u swoich rodziców.. nie mogę bez niego wytrzymać.. płacze i sobie przypominam tylko dobre chwile.. aż nie mogę uwierzyć w to ze mojego ukochanego tak zmieniły narkotyki, ze tak mnie potraktował ze od roku praktycznie słyszałam same wyzwiska i chodzę cala w siniakach chociaż przepraszał-potem robił to samo, ze nie pomógł mi gdy potrzebowałam jego pomocy a ja nawet nie będąc z nim na początku uratowałam mu życie. Nie mogę uwierzyć ze mnie tak okłamywał ze jestem taka ważna a teraz nawet nie chce ze mną rozmawiać. Zrobiłabym wszystko, żeby wrócił do mnie ten chłopak którego pokochałam, żeby był taki jak na początku.. Rozmawiałam z nim wiele razy, to mówił że on po prostu teraz tak ma,że nie potrafi być taki jak kiedyś ale bardzo mnie kocha, że na seks nie ma ochoty i to nie moja wina. Prowadziliśmy poważna rozmowę z półtora miesiąca temu, płakał mi podczas niej, mówił że zrozumiał jaki zły był i nie chce mnie więcej ranić, że to się już nie powtórzy.. Jednak po kilku dniach wszystko wróciło.. Nie wiem czy mówi mi o swoich uczuciach szczerze czy to narkotyk przez niego przemawia.. Gdy prosiłam i kłóciłam się z nim o to aby nie brał to mi wykrzykiwał, że nie będzie mnie słuchał, że będzie to robił bo lubi i tak sobie chce, że nie będę mu niczego zabraniać.. a ja się o niego martwiłam a on myślał, że dla swojej przyjemności mu chce zabronić żeby z niego pantofla zrobić. Bardzo go kocham, odeszłam ale dalej chcę z nim być tylko tak aby wrócił do mnie taki jak kiedyś..Żebyśmy znowu byli razem szczęśliwi.. Kiedyś chciał mieć dziecko a teraz mi mówił, że sama będę je wychowywała bo on woli iść do kolegów i nie potrafi w domu siedzieć i się nie będzie zajmował ani na nie zarabiał.. Kiedyś pytał czy bym przyjęła jego oświadczyny a teraz mówi, że tego nie chce, jemu to niepotrzebne, nie zależy mu na tym.. Może i jestem głupia i naiwna, wierzę że to wina wyłącznie narkotyków i mam nadzieję, że gdy się od nich uwolni to znowu wszystko mu się pozmienia w głowie.. Co mogę zrobić ? Czy on jeszcze kiedyś jeżeli skończy z ćpaniem będzie potrafił kochać ?
Hey Aniadms Wiem co przeżywasz,,,Przeszłam to tyle że z mężem i mieliśmy wtedy malutkie 8-miesieczne dziecko wiec było o wiele gorzej. Jedyne co mogę Ci doradzić to tyle abyś odeszła na zawsze, zapomniała o nim i ułożyła sobie spokojne życie narazie sama a potem z kimś normalnym. Narkoman kocha jedynie narkotyki Twoje uczucia nie maja dla niego znaczenia, do tego narkoman to perfekcyjny aktor manipulant i kłamca- nie wierz mu w ani jedno słowo. Dla świętego spokoju spokoju powie Ci wszytsko co chcesz usłyszeć a gdy bedzie na głodzie to w nerwach wykrzyczy Ci prawde. Mój były mąż robił identycznie zaczęło się od poźnego wracania do domu (pod pretekstem dużej ilości pracy-lecz pieniędze ubywały zamiast przybywać) Potem przestawał wracac na noce lub wracal ok 2 lub 3 a o 7 wychodzil, wyzwiska i agresja były na porządku dziennym, a na to wszytsko patrzyła nasza malutka córeczka. Obiecywał i mi i swojej mamie terapie i odwyk a dzien przed odwykiem powiedział ze nie pojdzie i koniec. Też mi się sam przyznał do uzaleznienia a potem stwierdził ze jednak nie ma problemu i jak bedzie chcial to przestanie itp Jednak nie przestał zaczął do tego grac w maszyny zaciagac pozyczki a mnie wykanczac psychicznie. Nie skutkowały prośby groźby błagania płacz ani prośby aby skończył z tym dla dziecka. Na kazde swoje niedotrzymane słowo pozny powrot do domu mial mase wytłumaczen ktore wymyslal na poczekaniu, twierdzac ze juz ne bierze a kazda moja proba zbadania go testem zakupionym w aptece konczyla sie awantura a nawet grozbami popełnienia samobójstwem. w końcu powiedziałam dość wiedzałam ze musze odejsc dla siebie i dziecka bo inaczej wyląduje w psychiatryku. złożyłam papiery o rozwód z orzeczeniem o jego winie, wyrok zapadł na pierwszej rozprawie z jego winy. Mieszkam teraz z córką rodzice pomogli mi kupić małe mieszkanie, mieszkamy skromnie ale spokojnie bez kłótni awantur i krzyków. Masz dopiero 19 lat nie daj zmarnować sobie życia ja zostałam z małym dzieckiem, masa problemów i nigdy juz psychicznie nie bede taka jak kiedyś. Wierz mi ze jesli on sam nie bedzie chcial z tym skonczyc (SAM DLA SIEBIE) to nic ani nikt go do tego nie namówi. Nie wierz w jego bajki ze z tym skonczy sam dla CIebie bo Cie kocha,,,słyszałama takie obietnice co drugi dzien!!! Narkoman kocha tylko narkotyki i dla nich byłby w stanie zabić Ciebie jeśl wiedziałby ze masz ostatnią działkę a byłby na głodzie. Odetnij się od niego i nie daj się zbałamucić bo zmarnujesz sobie życie tak jak ja a jestes młoda i masz szanse ułożyc sobie zycie z kims normalnym. Nie pozwól zmarnować siebie i swojego życia przez kogoś komu zupełnie na Tobie nie zależy!!! Trzymam kciuki za Ciebie!! Bądź silna wierz mi ze początki rozstania są trudne bo jestes osobą wspołuzaleznioną tak jak ja ale po czasie docenisz ten spokoj i zycie bez lęków!! Pozdrawiam P S Odezwij się co u Ciebie jak bedziesz miała chwilkę!
Hey Aniadms Wiem co przeżywasz,,,Przeszłam to tyle że z mężem i mieliśmy wtedy malutkie 8-miesieczne dziecko wiec było o wiele gorzej. Jedyne co mogę Ci doradzić to tyle abyś odeszła na zawsze, zapomniała o nim i ułożyła sobie spokojne życie narazie sama a potem z kimś normalnym. Narkoman kocha jedynie narkotyki Twoje uczucia nie maja dla niego znaczenia, do tego narkoman to perfekcyjny aktor manipulant i kłamca- nie wierz mu w ani jedno słowo. Dla świętego spokoju spokoju powie Ci wszytsko co chcesz usłyszeć a gdy bedzie na głodzie to w nerwach wykrzyczy Ci prawde. Mój były mąż robił identycznie zaczęło się od poźnego wracania do domu (pod pretekstem dużej ilości pracy-lecz pieniędze ubywały zamiast przybywać) Potem przestawał wracac na noce lub wracal ok 2 lub 3 a o 7 wychodzil, wyzwiska i agresja były na porządku dziennym, a na to wszytsko patrzyła nasza malutka córeczka. Obiecywał i mi i swojej mamie terapie i odwyk a dzien przed odwykiem powiedział ze nie pojdzie i koniec. Też mi się sam przyznał do uzaleznienia a potem stwierdził ze jednak nie ma problemu i jak bedzie chcial to przestanie itp Jednak nie przestał zaczął do tego grac w maszyny zaciagac pozyczki a mnie wykanczac psychicznie. Nie skutkowały prośby groźby błagania płacz ani prośby aby skończył z tym dla dziecka. Na kazde swoje niedotrzymane słowo pozny powrot do domu mial mase wytłumaczen ktore wymyslal na poczekaniu, twierdzac ze juz ne bierze a kazda moja proba zbadania go testem zakupionym w aptece konczyla sie awantura a nawet grozbami popełnienia samobójstwem. w końcu powiedziałam dość wiedzałam ze musze odejsc dla siebie i dziecka bo inaczej wyląduje w psychiatryku. złożyłam papiery o rozwód z orzeczeniem o jego winie, wyrok zapadł na pierwszej rozprawie z jego winy. Mieszkam teraz z córką rodzice pomogli mi kupić małe mieszkanie, mieszkamy skromnie ale spokojnie bez kłótni awantur i krzyków. Masz dopiero 19 lat nie daj zmarnować sobie życia ja zostałam z małym dzieckiem, masa problemów i nigdy juz psychicznie nie bede taka jak kiedyś. Wierz mi ze jesli on sam nie bedzie chcial z tym skonczyc (SAM DLA SIEBIE) to nic ani nikt go do tego nie namówi. Nie wierz w jego bajki ze z tym skonczy sam dla CIebie bo Cie kocha,,,słyszałama takie obietnice co drugi dzien!!! Narkoman kocha tylko narkotyki i dla nich byłby w stanie zabić Ciebie jeśl wiedziałby ze masz ostatnią działkę a byłby na głodzie. Odetnij się od niego i nie daj się zbałamucić bo zmarnujesz sobie życie tak jak ja a jestes młoda i masz szanse ułożyc sobie zycie z kims normalnym. Nie pozwól zmarnować siebie i swojego życia przez kogoś komu zupełnie na Tobie nie zależy!!! Trzymam kciuki za Ciebie!! Bądź silna wierz mi ze początki rozstania są trudne bo jestes osobą wspołuzaleznioną tak jak ja ale po czasie docenisz ten spokoj i zycie bez lęków!! Pozdrawiam P S Odezwij się co u Ciebie jak bedziesz miała chwilkę!
Byłam załamana, że mój przyjaciel postanowił opuścić związek, aby uzyskać kochanka urok. Dr musa ciągu tygodnia od magii "tylko mówić". Po kilku dobrych rozmów i podjąć, poprosiłem, żeby go zobaczyć. Czułem, że zaczął się obracać. Postanowiłem zobaczyć mu szansę, dać. Jesteśmy szczęśliwym małżeństwem, a on jest szalony, dziękuję dr Musa na mój ex powrotem, jeśli potrzebujesz ich pomocy, można się z nim skontaktować poprzez e-mail: drmusaspelltemple@gmail.com To jest jak magia rocka specjalizuje się we wszystkich typach: Przed Gettings pleców kochanka lub małżonka 2. Świat duchowy 3. Szkolenie 4. Pieniądze pisowni 5 Trwała Magia Dobrobyt 6 pisowni 7 sezon 8. dostać pracę pisowni 9. Jesteś zniewolony dyrektor 10. Get ogromne pożyczki bez zakazu kompensacji 11. Jak widzisz swoje oszustwa pieniądze Magia 12. Dzieci Zaklęcie 13. Ciąża Zaklęcie 14. Wolność 15. Miłość Czary 16 Vanishing pisowni Zaklęcie 17 Invisible People 18. Tożsamość sukces lub czar 19 Małżeństwo Ban 20. Zaklęcie Avenging 21 Popularność Czary Magia 22. Śmierć Zaklęcie 23. Rak 24. Natural Power pisowni 25. Madness Magia 26 wolne kredyt 27. produkcja folii i arkuszy 28. HIV / AIDS pisowni 29. Gruźlica magia 30 Demontaż i ciała Magia Hazard Zaklęcia i więcej
tez jestem zona narkomana ale on uwaza ze nie jest bo co tydzien to nie nalog...zal. mamy 3 letnia corke para jestesmy 10 lat ale jestem juz zmeczona tym wszystkim zaczol mnie bic raz mialam zszywana glowe rzucil sie na mnie bo rzucilam, mu pilot podajac mu a on wstal i rzucil mi w nim w głowe zaraz przeprasza 2 dni oki a zaraz jestem kur ... szma... itp ze caly czas ktos do nie przychodzi kiedy go nie ma i wogole ze to ja cpam ... zapisalam sie na terapie bo potrzebuje sily zeby wyrzucic go z mieszania bo wynajmujemy a umowa jest na mnie kiedys wyrzucilam jegio rzeczy za drzwi ale on wywarzyl prawie je i otworzylam je bo dziecko obudzil ja mam chyba sily jednak boje sie ze zniszczy mi zycie ze bedzie mnie nachodzil i wogole ostato bylo oki naprawde ale nie trwalo zbyt dlugo zadz do niego zeby zapytac o cos on nie od ja szlam na 2 zm a dziecko z przedszkola trzeba odebrac a to jest na tyle nieodpowiedzialna osoba ze nieodbiera jej jak ja nie powiem to juz tak wymyslal klotnie zeby sie poklocic i oczywiscie na noc ie wrocil u mnie jest ta obawa ze nie poradze sobie finansowo bo za cos trzeba wynajac mieszkanie i poplacic rachunki a dotego splacam dlugi ktore narobilismy przez jego bezrobocie ... ja juz go nie kocham i mam serdecznie dosyc moja glowa peka od atłoku mysli o tym czy dam rade
witam zaczymali mi dzis chłopaka...wiem ze pojdzie siedziec bardzo sie boje...jak sie moge dowiedziec gdzie go przewiezli
prosze was o pomoc czy wiecie kiedy sie co kolwiek dowiem gdzie go przewiezli co mam robic..
Witam wszystkich, chcę wykorzystać tę okazję do reklamowania wielki człowiek, duchowego uzdrowiciela. Pomógł mi, kiedy byłem w moim najniższy punkt w moim życiu, to kiedy mój mąż zostawił mnie bez powodu i ostrzeżenia, nie chciał odebrać swoje połączenia i wiadomości i go w lewo. On całkowicie zrezygnować mnie i moją córkę. Byłem tak zagubiony i sfrustrowany, a nie, co robić, to było, kiedy przyjaciel przedstawił mnie dr DAKO poprzez e-mail i napisał do niego i wyjaśnił, co ja przechodzę. Powiedział mi, że może mi pomóc, że mój mąż będzie z powrotem do mnie, gdy już jest zrobione, do mojego zaskoczeniu mój mąż wrócił do mnie płakać i błagać, żebym mu wybaczyć. Byłem zbyt szczęśliwy z pobytu na niego zła bo kocham go tak bardzo, Connor i moja córka Lily są cały mój świat. Czy jest ktoś przechodzi taki lub innego rodzaju rzeczy? Szczerze wierzę, że może pomóc. Dlaczego nie z nim skontaktować i rozwiązać problem. Można się z nim za pośrednictwem poczty elektronicznej. nakodako@gmail.com
Pewnie ściema. Bądźcie ostrożni!
nata 89,,,,,,,Dokładnie wiem przez co przechodzisz , poczytaj sobie na tym forum moje wpisy ,,przeszłam dokładnie to samo. Jesteś bardzo silną kobietą! Nie potrzebujesz takiego faceta do życia bo oprócz kupy zmartwień niczego od niego nie dostaniesz,,,zero wsparcia zero miłości zero poczucia bezpieczeństwa. Wywoływanie kłótni u narkomanów to naturalne zachowanie robią to po to aby po pierwsze wzbudzić w nas poczucie winy a po drugie aby miec kolejny powod do :nie wracania do domu: czyli tym samym powód do ćpania!!! Znam te zachowania na pamięć książkę bym mogła o tym napisać, mój mąż był mistrzem w wymyślaniu powodów do kłotni. Poza tym wmawianie mi że ćpa przeze mnie itp itd to norma nie licz na nic innego. "Nienormalna, psychicznie chora, szmata itp" to słyszałam na codzień. Teraz żyje w spokoju z córką i TY napewno tez dasz sobie rade. W końcu nadejdzie taki dzień w którym usiądziesz tak jak ja i zdasz sobie sprawę z tego że "nie mam od niego żadnej pomocy, ani mentalnej, ani duchowej ani finansowej, jedyne co daje Ci ten człowiek to awantury, przemoc, wyzwiska a na to wszytsko patrzy dzecko" Nata 89 życzę Ci dużo siły i wiary w Siebie. kaska ,,,,Jeśli go zatrzymali za posiadanie narkotyków i miał już na swoim koncie jakiś wyrok to nie licz na to że go wypuszczą co zresztą jest dobre dla Ciebie. Daj sobie spokój z osobą uzależnioną bo zmarnujesz sobie życie.
Czytam te wszystkie historie i w każdej widzę swoje zycie. Mój partner również jest narkomanem. Początek naszego związku to nieświadomość tego problemu...później myślałam że dla mnie(jak to sam mówił)zmieni się. Niestety!!! Po kilku próbach odstawienia ( które tak naprawdę były tylko w mojej świadomości bo tak bardzo chciałam w nie wierzyć), próbie odwyku szpitalnego( gdzie nawet tam znalazł sposób żeby sprowadzić sobie dragi), po robienie ze mnie waritaki gdy trzymałam w dłoni woreczek z prochami które znalazłam a on perfidnie wmawiać mi ze to nie jest tym co widzę, wiem ze on zawsze będzie tym kim jest. Najgorsze ze ja przez to wszystko stałam się znerwicowana rohisteryzowana baba co oczywiście daje mu powód do zarzucAnia mi ze jest taki przeze mnie bo ciągle krzyczę. Walczyłem o niego bardzo ale już najzwyczajniej mi się nie chce. Przez to ze się podałam czuje się jak gowno...jak zimna wyrachiwana sika,która zostawia upadłego....ale poradzę sobie z tym bo lepsze takie uczucie niż uczucie ze ukochaną osoba z was kpi i wami manipuluje. I jeszcze jedno....dziewczyny wierzcie w to co widzicie i slyszycie a nie w to co mówi wam wasz uzależniony maz bo to co mówią to zwykły "sen popapranca ".
Tez mam problem z mezem...nie wiem co mam robic nawet nie wiem jak mam pisac ...jestem zagubiona
witam,tez jestem zona narkomana,i mam w domu pieklo...teraz sie troche uspokoilo bo nie odzywam sie do niego, ale niestety mosimy obok siebie chodzic.wiem ze jest uzalezniony od amfy.trawy i byc moze jeszcze od czegos nie wiem,zawsze sobie mowilam ze jak moj facet bedzie mnie bil czy wykanczal mnie psychicznie to nie bede z nim,ale nie mam gdzie isc a pozatym mamy kredyt hipoteczny,mamy syna ktory o wszystkim wie.pozdrawiam wszystkie wspoluzaleznione
Sama piszesz o sobie współuzależniona,a chodzisz na terapie?oraz na grupę wsparcia,aby wiedzieć jak z nim rozmawiać jak postępować,to bardzo chory człowiek i musi upaść na dno aby sie podnieś,twój płacz i lament i nakazy nie pomogą,narkoman to kłamca pasozyt i MANIPULANT,więc moja droga jak nie postawisz ultimatum leczenie i czekam,oczywiście myślę o ośrodku,albo separacja a potem rozwód,do adwokata jak rozwiązać problem hipoteczny,bo on i tak całą kase wyda na ćpanie,mam nadzieje że go nie obsługujesz,że on pracuje,że ma obowiązki itp.chociaż nie chce mi się wierzyć,NARKOMANOWI POMAGASZ NIE POMAGAJĄC,poczytaj TWARDĄ MIŁOŚĆ,i pisz na otwartym forum monaru tam są ludzie z doswiadczeniem,dużo sił życzę.
Bylam u terapeuty uzaleznien ale na terapie nie chodze, mieszkam za daleko zebym mogla uczeszczac na terapie grupowa[40KM].Piszesz ze musialby upasc na samo dno aby sie podniesc,napisz co mialoby sie z nim stac...ja mysle ze on juz jest dnem,potrafi przez caly tydzien sie nie kapac ,kompletnie nie dba o higiene osobista.napisz mi czy TWARDA MILOSC to ksiazka?
TWARDA MIŁOŚĆ (miłość w sytuacjach skrajnych)wpisz w google,upadek narkomana na dno to np.że zostaje sam nie ma osoby przy nim co go wyręcza i użala się nad nim już nie ma nikogo kto zapracuje na jego utrzymanie,na długi, bo osoba uzalezniona nie dba siebie i o osobę,która go kocha,on dba tylko jak zdobyć kase na narko i na dzień dzisiejszy to on kocha dragi,ja tez dojeżdzałąm na grupę 50 km. jak chcesz być silna i wyciagnąc go z tego syfu a to długa droga do zdrowienia,napisz namiary gg lub fb pogadamy,czytaj w necie o narkomanii,o tym czego nie robić za chorego człowieka,ale najlepiej kierują na grupie wsparcia,pozdrawiam.E.
witam .Moj nr.gg50068483
Witam...ja tez mam problem z mężem..co cwile ucieka mi z domu i ćpa ...duzo razy mi pokradl pieniadze z konta,caly czas klamie.boli mnie to ze nie interesuje sie mną i coreczka.kiedys bral tak gdzies 5 lat temu i zostawił nas na prawie 4 miesiące po 4 mc wrócił do domu wybaczylam mu...przestał brać po paru miesiącach zaś zaczol brać ale byl caly czas z nami.później zaś miał przerwę i teraz od miesiąca zaś bierze tylko teraz wygląda to tak ze wychodzi z domu na kilka dni wylancza telefon on wychodzi na 4 dni i wraca później na 2 dni później na 3dni itd ..kradnie pieniadze z konta.rozmawialam z nim o leczeniu czy pójdzie powiedzial ze pójdzie tylko nie da się na pewno zamknąć.umówiłam go do teraupełty powiedzial ze pójdzie i zaś uciekl z domu ma wylaczony telefon.najgorsze jest to ze ja go bardzo mocno kocham i nie potrafię bez niego zyc...caly czas placze .co mam robic pomocy
Błagam pomóżcie mi
mania masz info co robić u góry w postach,wy zony nie chcecie tak naprawdę tej pomocy tak jak ci uzaleznieni,o jakiej miłości piszesz,za co ty go kochasz?ich trzeba kochać TWARDĄ MIŁOŚCIĄ(poczytaj)NO RĘCE OPADAJA,MACIE INTERNET CZYTAJCIE O WSPÓŁUZALEŻNIENIU,przeciez takim postępowaniem męzowi nie pomożesz,JAK ON NIE CHCE IŚĆ NA TERAPIE ZACZNIJ OD SIEBIE,poszukaj grupy wsparcia tam ci pomogą i posłuchasz jak inni sobie radzą,aby wyciągnąć kogoś z bagna trzeba postawić warunek leczenie i czekam na ciebie albo separacja i rozstanie,bo nie zgadzam się na takie życie, niestety nie da się inaczej,bo oni nie chcą się leczyć,dopóki maja kogoś takiego obok siebie jak wy żony czy współuzależnieni rodzice!A w ogóle wychodzi na to że tych ćpunów i pijaków kochacie bardziej niż własne dziecko,ja bym nie pozwoliła aby moje dziecko widziało ten syf!E.
No i niech w końcu któraś napisze co juz zrobiła,aby ogarnąć ten syf a nie czekać aż ćpun odbierze telefon i czy w ogóle się zjawi w domu,NO TO CHORE POCZYTAJCIE WASZE POSTY,dodam że jak jest uzalezniona osoba w rodzinie to cała rodzina powinna iść na terapie,inaczej sie nie da,płacz lament szantaż nie pomaga w tej chorobie,im sie nie wybacza,a leczą się z tej choroby kilka lat,często pobyt w jednym ośrodku nie pomaga,trzeba dużo siły i wiedzy na ten temat,także zachęcam do udziału na grupy wsparcia.Możecie pisać na OTWARTYM FORUM MONARU tam są ludzie z doświadczeniem.Pozdrawiam.E.
Witajcie Dziewczyny! Pisałam juz tu kilka razy,,,Ehhh z jednej strony Was rozumiem bo sama to przeżyłam a z drugiej strony dziwię się Wam po co tkwicie w takich toksycznych związkach,,,Poco być z kimś kto Was nie kocha (bo narkoman kocha tylko NARKOTYKI) z kimś kto Was okłamuje poniża bije itp,,, Pytam po co dajecie sobą manipulować? Dziewczyny Wasz płacz prośby groźby i szantaże nie działają na narkomana na niego zadziałają jedynie czyny!!! Albo leczenie albo separacja i rozwód!!! Zrozumcie to ja to zrozumiałam jestem juz prawie rok po rozwodzie żyję w spokoju z córeczką! I jestem pewna że gdy ona dorośnie i jej opowiem całą prawdę to podziękuje mi za to że nie pozwoliłam jej żyć w takim piekle!! Dbajcie o SIEBIE i swoje DZIECI!!!! Nie marnujcie czasu ani własnego zdrowia dla NARKOMANA on musi dotknąć dna aby cokolwiek zrozumie,,, Kiedyś jak chciałąm pomóc swojemu byłemu mężowi także czytałam rózne fora internetowe i myślałam ze nikomu się nie udało pomoć ale mi się UDA, że ja go z tego wyciągnę, że ona dla mnie i córeczki z tym skonczy!!! Niestety nie!!! Narkoman to manipulant oszust kłamca i perfekcyjny aktor który potrafi płakać na zawołanie!!! Dziewczyny ratujcie swoje życie i życie swoich dzieci!!!! Pozdrawiam Was i trzymam kciuki PS Jeśłi jakakolwiek z Was miałaby jakiekolwiek pytania lub potrzebowałam pomocy odzywajcie się tu chętnie pomogę doradzę często tu zaglądam!!
Witaj, Dla lepszego wprowadzenia Jestem drewna Mr.Frank prywatny pożyczkodawca i dać się pożyczki w 2% odsetek. Jest to okazja, finansowa na drzwi, zastosowanie dzisiaj i uzyskać pożyczkę szybko. Istnieje wiele tam szuka możliwości biznesowych lub wsparcia w miejscach i nadal nie jest w stanie otrzymać. Ale to jest szansa ekonomiczna drzwi, i jako takich opinii, nie można sobie pozwolić, nie przegap tej okazji. Usługa ta jest wypłacana do dwóch osób, firm, biznesmenów i kobiet. Kwota pożyczki dostępne do wyboru w dowolnej ilości chcesz uzyskać więcej informacji, skontaktuj się z nami poprzez e-mail: frankwoodloan@googlemail.com PIERWSZA wymagane informacje Imię i nazwisko .................................... Osobisty numer ............................ Kraj ........................................... Ulica ...................................... Państwo .............................. Wiek ............................................. Płeć ..................................... Czy stosowane? ....................... Stan ................................. Kwota kredytu potrzebne ..................................... Kredyt Czas trwania ................................. Zawód .................................... Miesięczny dochód ............................. Czekamy na szybką odpowiedź, Z poważaniem, Mr.Frank
To forum tylko przekonało mnie do tego że nie jestem sama że są inne kobiety tak samo jak Ja poniżane okłamywane tylko dlatego że nasi mężowie zaczeli brać narkotyki.Nikt nie zasługuje na takie traktowanie a szczególnie nasze dzieci,one uczą sie przecież od rodziców przykładu jakie im dajemy NIGDY juz nie pozwole aby moja córka żyła z tatą który tylko niszczy jej psychike i stwarza zagrożenie...
Mój tata zresztą jak i mama są uzależnieni od dopalaczy . Mój tata postanowił się leczyć i wyjechał prawie nad morze :unhappy: ja mam dopiero 12 lat i sobie już nie radzę . Co mam zrobić aby nie mieszkać przez czas leczenia taty z mamą ? Dzisiaj byłam się pożegnać z tatą na dworcu PKP dopiero się z nim spotkam za 4 miesiące . Ponieważ pojadę tam z babcią i dziadkiem - rodzicami mojego taty.A moja mama nawet nie raczyła przyjść ! Tylko chcę się dowiedzieć co mogę zrobić aby na ten czas leczenia taty zamieszkać z dziadkami ?
Opisz swój problem na tej stronie: [url]http://www.narkomania.org.pl/poradnia-on-line[/url] Może tam ci coś doradzą. Powodzenia.
Witam wszystkie zakochane w swoich uzależnionych partnerach! Jestem jedną z nich, Mam męża, jesteśmy ze sobą 6 lat, Na początku było popalanie marychy, jakos to tolerowałam bo on zachowywał sie wyjątkowo znośnie;)///ale dawkowanie tego uroczego zioła wzmagało sie z roku na rok...teraz mam wrazeine ze mam idiotę w domu a nie męża.On pali 1 grama dziennie i nic ani nikt nie jest w stanie mu tego zabronić.Ma stany depresyjne, nic mu sie nie chce, w niczym nie pomaga, nie chce isc sie leczyć, nie chce isc na terapie, najchętniej zamknał by sie w domu i nigdzie nie wychodzil.Najgorsze jest to ze ciagle mi powtarza ze mnie kocha i zrobi wszytsko bym byla sczesliwa...ale nie robi nic..sa to juz puste obietnice a ja tak bardzo go kocham...ale rozum karze mi wziasc sie w garsc i wziasc rozwód bo chce ...żyć i cieszyc sie zyciem, pozdrawiam
witam,rozumiem Ciebie doskonale u Mnie jest ten sam problem,ale dochodzi jeszcze do tego amfa...mija 2lata kiedy dowiedzialam sie o tym i ciagle trwam w tym toksycznym zwiazku.jestem z nim juz 16lat a od 2lat jest w moim domu dramat i jednoczesnie w zycciu.uwierz mi ze nie jest to takie latwe zeby sie rozejsc i zdaje sobie sprawe ze zle robie ze jestem z nim,a raczej obok niego.u mnie takze byly obiecanki...i uwierz mi kiedy Twoj maz czy moj nie pojdzie na leczenie to sam w zaden sposob z tym nie skonczy...My wspoluzaleznione mosimy byc bardzo silne.. :smile:
Witam, Czy którejś kobiecie udało sie namówić partnera na terapie i jest poprawa?czy z tego można wyjść? czy to naprawdę jest złudne i szkoda tracić czasu na uzależnionego (przepraszam ze pisze tak dosadnie, wiem ze gdy kochamy chcemy zrobić wszystko ale czasami lepiej zapytać wprost) pozdrawiam i niech moc i siłą miłości będzie z wami.
Kobiety kochane zacznijcie kochać meżów zdrową twradą miłością poczytać (TWARDA MIŁOŚĆ W SYTUACJACH SKRAJNYCH) aby narkomana zmotywować do leczenie zacznijcie od siebie,bo jesteście słabe, nie macie wiedzy, więc na grupę wsparcia albo na terapię indywidualną na współuzależnienie,bo właśnie to przeszkadza w motywowaniu chorego,to cięzka długa droga do zdrowienia całej rodziny.W waszych domach muszą być ustalone zasady ale ogólnie powinno się dać ultimatum moja miłość wsparcie czekam na ciebie ale pod warunkiem leczenia i tu mówie o leczeniu w ośrodku zamkniętym.Kochane nie róbcie nic za nich, nie załatwiajcie nie pierzcie po ćpaniu i balowaniu nie ułatwiajcie im zycia,i na pewno ani jeden was nie kocha oni kochaja na dzień dzisiejszy narkotyki.Również zasadą jest aby ich nie straszyć tylko mówić to co możesz i masz siłę wykonać,straszenie płacz lament tu nic nie da,ani ich obietnice,narkoman to kłamca,często pasozyt,odsuwa się od rodziny.Na forum monaru wam lepiej to wytłumaczą piszcie tam.Powodzenia.
Do gosc,masz racje ,nic nie robie za swojego ksiecia i jestem swiadoma ze on kocha narkotyki a nie nas(mnie i syna).I uwierz dawno juz bym odeszla od niego ale nie mamy gdzie isc,a na grupe wsparcia mam za daleko,duzo mi pomaga forum,chociaz wiem ze nie zastapi to terapii.Moj ksiaze nawt nie chce slyszec o leczeniu a wiec nie pojdzie...Pozdrawiam
Ja jestem jeszcze mloda a przezylam cos podobnego :/ to bylo straszne I jest do tej pory :/ Bylam z chlopakiem o 6 lat starszym na poczatku nie wiedzialam ze on cpa o ziole jeszcze tak, bylo to dla mnie nic takiego bo mieszkamy w angli wiec skoro przez tyle lat palil w chwile bym tego nie zmienila :/ na poczatku wszystko bylo dobrze ufalam mu ale do czasu, poniewaz po jakims czasie dowiedzialam sie ze mnie oklamal ze jest w domu I spi a okazalo sie ze jest u mojego sasiada cala noc... Jak wychodzilam ze szkoly ( on nie wiedzial o ktoreej wychodze ) akurat trafilam na niegoo jak wychodzil od sasiad, wiec spytalam go co tam robil nie przyznal sie dobra ale pozniej wyszlismy na dwor pozyczyl mi bluze I wlozylam do niej rece no I znalazlam worek z dragami... tlumaczyl sie ze to nie jego a oczy to mial wielkosci pomaranczy.. pozniej jak mu zaczelam stawiac an swoim to zaczal mnie coraz bardziej olewac miec kompletnie w dupie :/ zaczal sie czepiac o wszystko ze ja mam papierosy rzucic powiedzialam ze jesli on rzuci narkotyki to ja rzuce papierosy ale nic nie dalo I w koncu bez slowa zniknal przestal sie odzywac... Teraz tylko czasem wiedze go jak siedzi z kolegami cpunami w parku.
Mam konkretne pytanie bo nie moge tego wynaleźć w wyszukiwarce. jak się pozbyć takiego ćpuna z domu policja czy szpital psychiatryczny. 10 lat po ślubie trójka dzieciaczków i mąż złodziej, kłamca i ćpun
Moj maz tez cpa,od kiedy nie wiem... mysle sobie tylko jak bardzo bylam glupia,ze nie widziałam. Mamy dwoje dzieci,dostalismy mieszkanie do remontu,mogli bysmy zaczac zyc w miare normalnie. ale on woli klamac,siedziec w domu i udawac,ze jest chory. Jedna wielka masakra... Tylko,ze ja sobie na to nie zasłuzyłam,myśle ze jak my Wszystkie tutaj... pozdrawiam
 
 
Autor:
Treść:
Kod obrazkowy:
Przepisz kod:
Copyright © 2008-2010 Narkotyki.pl Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kliknij tutaj aby skontaktować się z administratorem.
Autoagresja